| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Księga gości
Było kiedyś - toplista Potworów
Koniecznie tam zajrzyj!
Czytane na bloxie
Czytane na onecie
Przepisy Matki Polki
Skracam drogę
Zaglądam
Popatrz...
sobota, 08 stycznia 2011
Hrabina Puśka

Matka zapoznaje się z zębami Puśki. Ostre ma jak jasny gwint, a Matka jest oczywiście naczelnym egzekutorem od czesania i przemywania oczu. Kot jak tylko widzi Matkę macha łapą i capie, albo daje dyla. Nie, żeby się tam mu Matka naprzykrzała, ale co wyczesać dziś trzeba było to trzeba, i wszystko skończyło się zdecydowanym zwycięstwem kota, który ofuczał wszystkich, obgryzł Matkę, MiaUżona i szczotkę, a Matka daje słowo, że nie darła mu kudłów, a gdzie tam.
Ale zanim zobaczyła zęby, trzeba było po Puśkę pojechać, jak się okazało prawie pod białoruską granicę. Kot czekał wykąpany i nastroszony jak hrabina w białych lisach zasuwająca po lodzie na roraty, więc od świtu nastawiony generalnie na "nie".  Przyjść nie, pokazać pazury do obcięcia - nie, pogłaskać - zdecydowanie nie.
W końcu Matka poprosiła o jakiś jego kocyk, włożyła go w transporter i Puśka władowala się tam natychmiast z nagłębszym przekonaniem, że dadzą jej tam święty, anielski spokój.
No prawie dali. Wzięli za frak, wstawili w samochód i pojechali.
- Ona w ogóle nie miauczy, wie pani? - właściciel podrapał się w głowę. - I wcale nie gryzie.
Jaaaasne. Matka już wie.
Kot zaczął koncert po dwudziestu kilometrach. Fakt, nie miauczał. Piskolił jakoś dziwnie i Matka bała się, że rzuci jej w samochodzie freski, ale na szczęście nic takiego. Po chwili odpuścił, zwinął się w kłębek i tylko łypał spode łba.
MiaUżon z Matką jechali i jechali, bez końca. Pięć kilometrów przed metą spotkali innego kota. Był zielony i miał czerwony, świecący kijek.
- Był pan na wystawie panie kierowco? - zapytał kot i Matka poczuła, że będzie bardzo interesowny.
MiaUżon okrutnie wkurzony poszedł oglądać transporter drugiego kota od środka. W promocji przyniósł papierek i kilka punktów, ale co jak co, Puśka jechała prawidłowo, choć za szybko. 
W domu czekały na nich nie spodziewające się niczego Potwory i Babcia. Tak bardzo się nie spodziewały, że ani drgnęły, kiedy Matka wniosła pudło.
A potem były oczy jak talerze i Potwór ryknął ze wzruszenia. A Puśka wyszła, obeszła z nadalszego daleka wszelkie kocie urządzenia typu drapak vel sztywny pal Azji, legowisko, piłeczki i myszki, po czym uprzejmie zjadła swoje, przywiezione przytomnie przaz Matkę chrupki. Matka wzięła wszystko, co się dało i teraz stopniowo miesza z nową karmą, żeby choć żołądek kota zdzierżył.
A potem wszyscy padli z Matką na czele, bo już nie spała tyle nocy, że więcj by się nie dało. Po prostu.
Obudziła się na dźwięki Eine Kleine Nachtmusik. Kot lamentował za drzwiami i Matka była przekonana, że to z dzikiego głodu. Spojrzała na zegarek i uwiędła, bowiem ten wskazywał ni mniej, ni więcej tylko godzinę 0.30. Po kwadransie kot zasnął, żeby wznowić atak muzyczny o 1.05. Skończył o 6.00 i Matce udało się pospać przez półtorej, błogosławionej godzinki.
- Słuchaj, następnej nocy otwieramy te drzwi do sypialni, jak będzie łaził po lbie, to go wyrzucimy, trudno - zapowiedziała Matka, która wyglądała jak Upiór w Operze i Kuchni jednocześnie. Przynajmniej nie będzie duszno.
I tak zrobili. Puśka zlustrowała szybkim krokiem sypalnię i wyszla z godnością.
- Byś położyła się w tym legowisku - Poklepała poduchę Matka. - Po co ci ściągałam ją z internetu?
Kot popatrzył na Matkę spojrzeniem numer pięć (czytaj: ty naiwna, durna babo) i polożył się obok. Heeee, nie z Matką te numery. Schowała się do łazienki i wystawila czubek nosa. Puśka obwąchiwała legowisko, po czym bedąc przekonaną, że nikt jej nie widzi (w końcu Matka dwa dni jej podtykała ten kojec bezskutecznie) wpakowała się, umościła i zasnęła.
Matka obudziła się o drugiej, czwartej, piątej i wpół do szóstej - kota nie było. Cisza głucha. Wyjrzała - spał w legowisku, aż trzeszczało. Ufff.
Czy się pomału aklimatyzuje, czy odreagowywał szczepienie - Matka nie wie. Bo przegląd techniczny zaliczył. Uszy piekne, zęby i jęzor też. Oczy nie bardzo, trzeba będzie krople zapuszczać. A pod koniec stycznia trzeba będzie Puśkę wysterylizować, bo ma jak się okazało już  ponad 8 miesięcy, na razie niech spokojnie sobie pożyje i się zadomowi.
Jedno jest pewne - to nie jest kot, który skacze na wszystko, co się  rusza i przytula do każdego. Puśka będzie na bank udzielną hrabiną wysmykującą się spod ręki. Jak to większość persów.
A może jednak nie?
Cóż, futro zobowiązuje...