| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
Księga gości
Było kiedyś - toplista Potworów
Koniecznie tam zajrzyj!
Czytane na bloxie
Czytane na onecie
Przepisy Matki Polki
Skracam drogę
Zaglądam
Popatrz...
wtorek, 30 marca 2010
Zupa czosnkowa


Matka zebrała się w końcu i doda przepis na jedną z najprostszych i najtańszych zup, popularną u naszych południowych sąssiadów Czechów i Słowaków. Idealna nie tylko na Wielki Tydzień, choć w Wielki Piątek może okazać się strzałem w dziesiątkę.
Rodzina Matki nie zamawia nic innego w słowackich knajpach na pierwsze danie, ba, wychodzi, jeżeli w menu nie ma tej właśnie zupy. Mało tego - z wiadomych względów wszyscy znajomi zmuszani są do jej jedzenia po czym zgodnie twierdzą, że od nikogo czosnku nie czuć! Prawda jest taka, że na drugi dzień funkcjonuje się całkiem normalnie i nie jest się na pewno wampiroodpornym. Tego samego dnia też nie jest najgorzej. Zupa jest idealna na wszelkie imprezy, najczęściej wzbudza zdziwienie, bo nie jest u nas specjalnie popularna. Jeżeli ktoś oczekuje gęstego kremu - niech zmyka :-). Zupa czosnkowa jest cieniutka, cały dowcip polega więc na odpowiednich dodatkach, które zmieniają tę postać rzeczy. Przepis Matka dostała od miłej kelnerki z Restauracji Zamkowej w Kieżmarku.

Składniki (na 2,5 litra zupy):

  • duży pęczek włoszczyzny (bez kapusty), może być nawet półtora
  • dwie cebule, najlepiej przekrojone na pół i opalone nad gazem - nadadzą ładnego koloru zupie. Ja daję nieopalone, więc właściciele blatów ceramicznych mogą się poczuć uspokojeni.
  • główka czosnku (najlepiej polskiego, choć wiadomo, że czasem o niego trudno, wszędzie zalewa nas chiński z marnym najczęściej aromatem)
  • 3 liście laurowe
  • 7-8 ziaren ziela angielskiego i tyle samo pieprzu
  • po jednym, surowym  żółtku na każdą miseczkę zupy
  • czubata łyżka startego, żółtego sera na każdą miseczkę zupy
  • grzanki z bułki wrocławskiej lub gotowy groszek ptysiowy (ja kupuję w Lidlu - niedrogi i długo nie namięka w zupie)
  • sól
  • uwaga - tylko wtedy, kiedy włoszczyzna okaże się niearomatyczna, na przykład na przedwiośniu - kostka warzywna, maksymalnie dwie. Prawda jest taka, że kostki to nic dobrego, uczulają jak smoki i jak się da - nie używamy!

Sposób przygotowania:

Obraną włoszczyznę zalewamy zimną wodą - ma nam oddać do garnka wszystko, co najlepsze. Dorzucamy przyprawy (soli tylko odrobinkę, góra pół łyżeczki), przekrojone na pół cebule i pół główki czosnku (również obranej i podzielonej na ząbki. Można je przekroić na pół). Po zagotowaniu zmniejszamy ogień, żeby zupa ledwo pyrkała i trzymamy ją tak godzinę. Po tym czasie wyciągamy włoszczyznę (marchewkę, seler i pietruszkę zostawiamy sobie na sałatkę jarzynową), cebulę i czosnek, zostawiając tylko przyprawy. Przez praskę przeciskamy pozostałe ząbki czosnku, dodajemy do zupy, gotujemy jeszcze chwilkę i na koniec wrzucamy łyżkę masła do smaku. Jeżeli nie da się bez tego obejść - dodajemy maksymalnie dwie kostki warzywne, ale Matka  zawsze odradza. Nie po to się gotuje w domu, żeby truć się chemią!
Teraz przygotowujemy miseczki - do każdej wbijamy jedno żółtko i wrzucamy kopiastą łyżkę drobno startego żółtego sera. Gatunek sera jest ważny - powinien się ładnie rozpuścić podbarwiając zupę na lekki kremowy kolor. Nie podam tu żadnej nazwy, bo prawda jest taka, że ten sam ser z jednej partii się rozpuści, z innej będzie się ciągnął. Nieustanna loteria :-)
Czy można zrezygnować z żółtka? No niby można, ale smak jest z nim zdecydowanie lepszy, poza tym żółtko ścina się w drobne wiórki, które krążą sobie po zupie razem z serem. Za to z białek, które zostaną można machnąć najszybszy keks świata (zaraz będzie - Matko, daj przepis! :-))
Nalewamy zupę, musi być bardzo, bardzo gorąca, żeby rozpuściła ser. Podajemy natychmiast stawiając na stół miskę z grzankami. Polecam robienie grzanek na patelni, takie z użyciem tłuszczu po prostu wolniej nasiąkają zupą. Można dodatkowo bułkę przed pokrojeniem posmarować przeciętym ząbkiem czosnku. Matka najczęściej stawia groszek ptysiowy, ale co grzanki, to grzanki, każdy wie. Słowacy czasem podają do tej zupy całe kromki bułki obsmażone na patelni i obok ząbek czosnku. Na pytanie skierowane do kelnerki co mamy z tym zrobić odpowiedziała: "se posmarujte", co uczyniliśmy.
Odpierając ataki, że łyżka masła do zupy - Matka zawsze daje łyżkę masła, bo to daje ładny zapach i smak.  Że nie na wywarze z mięsa - to jest bulion warzywny, nikt w oryginale nie zrobi tego na mięsie czy tfu, tfu - gnacie, bo wyjdzie nie wiadomo co.
Że grzanki smażone na tłuszczu? Groszek ptysiowy nie ma go mniej. Matka nigdy nie oczekuje od zupy, że będzie dietetyczna. Z tego powodu używa śmietany, a nie jogurtu "zamiast". Tak w ogóle. Zaoszczędzi parę kalorii i zje wyrób zupopodobny? To już w ogóle woli nie jeść...
Wodę wypije - bez kalorii będzie.
A tymczasem przyjemności życzy wszystkim czosnkożercom!

czwartek, 20 marca 2008
Żurek kujawski

Składniki:  (przepis na garnek pięciolitrowy)

- biała kiełbasa (im więcej, tym lepiej! Powinno być co najmniej
 1,5kilo )
- kiełbasa podwędzana - 2 laski
- ziemniaki (obieram na oko, ale tez musi byc ich sporo,
 bo pokrojone w kostkę częściowo "rozpuszczają" 
  się w zupie
- czosnek - kilka wielkich ząbków (czyli właściwie niemal cała główka)
- majeranek - garść
- łyżka masła
- zakwas (nasz własny, albo dwie butelki sklepowego) 

 Na wszelki wypadek jakaś kostka rosołowa i kwasek cytrynowy 
(różnie to bywa z kiełbasą i zakwasem, ale naprawdę rzadko sie przydaje!!!)

Zalewamy nierozcięte pęta białej kiełbasy wodą (teorie są różne, jedni zalewają zimną, bo ma się wygotować smak, inni gorącą, żeby kiełabasa się nie rozpadła - JA zalewam zimną-  i gotujemy.
Wody powinno być trochę ponad poziom kiełbasy. W tym czasie przekrawamy podwędzaną kiełbasę wzdłuż na cztery części i potem na plasterki, otrzymując ćwiartki. Nie powinny być grubsze niż 7-8mm. Wrzucamy do wywaru.
Kiedy biała kiełbasa już jest niemal ugotowana (czyli jakieś 5 minut od zawrzenia) dodajemy ziemniaki pokrojone w kostkę.
Moje mają wymiary mniej więcej 1,5cm, linijki nie przykładam. Starajmy się kupić ziemniaki, które nie rozpadają się dokumentnie w garnku, bo będziemy mieli krem zamiast żurku.
Dodajemy także czosnek przeciśnięty przez praskę i majeranek. Gotujemy wszystko na małym ogniu.
Kiedy ziemniaki są już miękkie przystepujemy do wlania zakwasu mieszając w tym czasie zupę.
Uwaga! Dodajemy go stopniowo i próbujemy! Jesli dodamy za dużo zupa będzie zbyt kwaśna!
Na końcu sprawdzamy czy nie trzeba żurku dodatkowo doprawić. Ja mimo tłuszczyku wygotowanego z kiełbasy dodaję zawsze łyżkę masła do smaku, dosypuję majeranku i czasem dodaję czosnku (jesli jest w sklepie tylko chiński to nie ma siły - trzeba go dodać bardzo dużo!) Jeśli czosnek jest zupełnie beznadziejny ratuję się czosnkową kostka Knorra, ale staram się nie dodawać niczego sztucznego.
Gotowe! Żurek najlepszy jest na następny dzień. Jeśli za bardzo zgęstnieje można dodać odrobinę wody już po zagotowaniu. W moim garnku co najmniej połowę stanowią wszelkie dodatki - kiełbasa czy ziemniaki.
Nigdy nie dodaję do żurku jajka - jest pełen kiełbasy i ziemniaków. Po prostu nie ma miejsca!
Nigdy też nie robię żurku na jakichś serdelkach, czy wręcz smętnie pływającej jednej parówce. Brr! To byłaby jakaś zalewaja, może barszcz biały, ale nie żurek! :-)
Miłego niszczenia żurkojadom !

wtorek, 18 marca 2008
Zakwas na żurek

 

Przepis na sam żurek za chwilkę - mamy jeszcze przecież kilka dni. Napiszę jednak co należy zawczasu sobie kupić, bo to nie zawadzi. Natomiast zakwas nastawiamy szybciutko, bo nawet jak się zrobi wcześniej, to wstawimy go do lodówki i po kłopocie!

Składniki na zakwas:   (przepis na dzbanek półtoralitrowy)


- przegotowana woda
- mąka żytnia biała - 3/4szklanki
- mąka żytnia razowa - 1/4szklanki (jeśli nie mamy, to wystarczy tylko biała, ale wtedy bierzemy szklankę)
- 5 ząbków czosnku
- kromka razowego chleba

Gotujemy mniej więcej półtora litra wody i studzimy. Powinna być letnia.
Przygotowujemy dzbanek - kamionkowy, szklany - nie ma znaczenia. Niech będzie większy od przewidywanej ilości zakwasu, żeby nam nic nie wyleciało, choć nie powinno.
Wsypujemy mąkę (ta ilość wystarcza naprawdę na ogromny gar zupy. Jeśli nam tyle niepotrzebne weźmy połowę porcji), zalewamy częścią wody, dobrze mieszamy, żeby nie było grudek i dodajemy resztę wody. Wrzucamy obrane ząbki czosnku (na litośc, zdobądźmy czosnek polski! W naszyjnikach z chińskiego chadzaja po ulicach wampiry - on sie do niczego nie nadaje!!!), można je przekroić na pół. Na koniec dodajemy kromkę razowego (prawdziwego, nie jakiegos farbowanego) chleba i przykrywamy dzbanek kawałkiem gazy. Stawiamy w cieple. Po kilku dniach powinien być na tyle kwaśny, że bedzie można go schować do lodówki (żeby nie zrobił bryzdkiego numeru i na przykład nie spleśniał na wierzchu).
Prosze uważać na chleb, żeby był zawsze zanurzony - on pleśnieje najchętniej.
A tak naprawdę robi się wszystko samo i nie ma strachu.

I jak już nastawimy zakwas, możemy się rozejrzeć za dobrą, białą, (surową!!!) kiełbasą (proszę nie wierzyć promocjom hipermarketowym - tu nie da się kupić dobrej kiełbasy za marne pieniądze!) i kiełbasą podwędzaną, najlepiej z ciemną, aromatyczną skórką. Białej kiełbasy potrzeba dużo, powinna stanowić pół garnka z żurkiem. Podwędzanej na garnek pięciolitrowy wystarczą dwie laski.
Poza tym potrzebne będą oczywiście ziemniaki, znów czosnek i majeranek.
Ale to następnym razem. Kupmy spokojnie kiełbasę - zawsze białą można przecież zamrozić!

piątek, 21 grudnia 2007
Barszcz wigilijny
Dzień przed Wigilią powinniśmy przygotować barszcz, żeby dobrze się zdążył "przegryźć". Zakładamy, że kwas zdążył się już doskonale ukisić.

Składniki
-buraki (ile to zależy od garnka, ale co najmniej kilogram do półtora)
-włoszczyzna (marchewka, pietruszka, seler, por)
- pieprz (20 ziarenek)i ziele angielskie (7-8 ziarenek), sól
-3 listki laurowe
-garść suszonych grzybów
-kwas z buraków
-4-5 dużych ząbków czosnku
-duża łyżka majeranku
-łyżeczka masła
-do smaku przydaje się ćwierć łyżeczki cukru i czasem odrobinka kwasku cytrynowego, jesli kwasu z buraków okaże się za mało

Wykonanie
Poprzedniego dnia zalewamy grzyby zimną wodą i następnego dnia gotujemy je do miękkości.Przygotowujemy intensywny wywar z pokrojonych dość drobno buraków i włoszczyzny (czytaj: nie dajemy pęczka włoszczyzny na wannę wody, tylko wrzucamy warzywa i zalewamy wodą na palec. Innymi słowy buraków musi być tyle, ile garnka, zwłaszcza, że poziom zupy obniży sie dramatycznie, kiedy te warzywka wyciepniemy do kubła. Wodę trzeba potem lekko uzupełnić, ale nie rozcieńczać do bólu). Dodajemy pieprz i ziele angielskie oraz listek laurowy. Gotować trzeba na maleńkim ogniu, żeby wywar nie zrobił się brązowy. Kiedy warzywa są już miękkie wyjmujemy je i wyrzucamy (najlepiej przecedzić całość przez sitko), ale listki laurowe i ziarenka zostawiamy (niestety porażający kolor marchewki i pietruszki wraz z selerem raczej dyskwalifikuje je w wyścigu do sałatki jarzynowej).
Przystępujemy do doprawiania zupy : dodajemy pokrojone (albo całe) grzyby wraz z wywarem, odrobinę cukru, majeranek i sól. W razie potrzeby dodajemy zmielony pieprz czarny. Następnie wkładamy przeciśnięty przez praskę czosnek i wsypujemy majeranek. Wszystko podgrzewamy nie dopuszczając do wrzenia, wlewamy stopniowo kwas próbując, żeby nie zrobić z barszczu octu siedmiu złodziei. Najczęściej jest tak, że kwasu jest za mało - wtedy ostrożnie dodajemy odrobinkę kwasku cytrynowego.
Co zrobić, jeśli buraki były od ciężkiego diabła i brakuje nam smaku? Zdarza się niestety, ale w sklepie tego nie sprawdzimy. Miejmy w zapasie zwykły, niedoprawiany, płynny koncentrat barszczu, najlepiej Krakusa. Czasem musimy się i tak nim poratować. Na samiutkim końcu dodajemy łyżeczkę masła.
Pamiętajmy, żeby nie zagotować barszczu - ma piękny kolor od kwasu a gotowanie na silnym ogniu sprawi, że zbrunatnieje. Wystarczy poczekać, aż na środku garnka zacznie się dobrze ruszać i już wystarczy.
Przyznam się bez bicia, że jeśli nabędę wyjątkowo paskudne buraki, to zdarza mi się w rozpaczy dodać na końcu do smaku dwie kostki warzywne. Zbrodnia niewielka, ale w końcu chodzi o barszcz a nie czerwoną wodę zarzuconą majerankiem...
wtorek, 18 grudnia 2007
Przepis na kwas z buraków (do wigilijnego barszczu)
...jaki się jada u Mattkipolki. Barszcz, nie kwas.
Obiecałam już chyba ze dwa lata temu, więc proszę bardzo: Jest to przepis na barszcz na własnym kwasie buraczanym, który trzeba przygotować około tygodnia przed Wigilią. Roboty z tym jest pięć minut. A sam barszczyk najlepiej ugotować dzień wcześniej, czyli 23 grudnia, żeby się dobrze przegryzł.
KWAS BURACZANY

Składniki:

ok.1kg buraków
kilka ząbków czosnku, najlepiej polskiego
kawałek korzenia chrzanu lub łyżeczka chrzanu ze słoika, byle bez śmietany
1 łyżeczka kminku
kawałek marchewki i selera
3 łyżeczki soli
szczypta cukru
pół kromki razowego chleba
Buraki obieramy i kroimy w plastry - wtedy lepiej się ułożą w słoju lub dzbanku. Wkładamy do dzbanka,na przykład takiego szklanego od parzenia herbaty dodajemy pozostałe składniki i zalewamy wszystko letnią, przegotowaną wodą (nie może być gorąca, ale też nie zimna). Na wierzchu układamy kawałek razowego chleba i staramy się, żeby raczej nic nie wystawało nad powierzchnię wody. Dzbanek przykrywamy lekko przykrywka lub gazą, ustawiamy w misce czy głębokim talerzu na wszelki wypadek gdyby coś chciało wylecieć i umieszczamy w ciepłym miejscu. Co jakiś czas zaglądamy, bo wystające składniki lubią spleśnieć, więc trzeba dbać, żeby były przykryte. W zależności od temperatury kwas zaczyna pracować następnego dnia, albo po dwóch dniach. Po jakichś czterech dniach można go spróbować, jeśli jest bardzo kwaśny, można go schować do lodówki, ale raczej powinien dotrwać na posterunku do dnia przed Wigilią. Im bardziej kwaśny, tym mniej będziemy musieli doprawiać barszcz cytryna czy kwaskiem cytrynowym.
Kwas ma przepiękny kolor, który uratuje najbardziej rozgotowany i brązowy wywar z buraków.
A przepis na sam barszcz niebawem, jest chwila czasu. Nastawiajcie póki co kwas, naprawdę warto!

To powiedziała Mattka oddalając się w podskokach w celu obrania buraków, której to czynności nie lubi, ale od czego są rękawiczki...
czwartek, 15 września 2005
Ciasto jesienne
Matka jest proszona od dłuższego czasu o przepis na ciasto drożdżowe ze śliwkami i cynamonem, o którym kiedyś wspominała. Ponieważ pamięć Matka ma dobrą, ale krótką, więc zaczęła robić rzecz najnudniejszą pod słońcem, czyli czytać swojego własnego bloga. Nie, no makabra.
Jednak Matka nie za bardzo pamiętała o jakie ciasto chodzi i miała nadzieję, że będzie tam coś więcej. I było. Przepis się znalazł nawet. Matka wyciąga go więc do zakładek w grupie "Przepisy Matki Polki" i życzy smacznego. Ciasto jest banalnie proste i udaje się nawet tym, którzy generalnie do drożdżowego mają dwie lewe ręce. I nie trzeba nic ubijać, rozdzielać i tak dalej.
A przecież czas śliwkowy mamy...
wtorek, 10 maja 2005
Szarlotka sypana szybkościowa
Matka obiecała przepis na najbardziej szybkościowe ciasto świata. Znalazła je szperając w sieci i wie, że sporo osób już robiło. Nawet gdzieś na blogu u kogoś jakiś czas temu widziała, ale nie pamięta już gdzie.
Matka je zrobiła przed przyjściem znajomych, którzy zeżarli gorące, prosto z piekarnika i oblizywali się, jak opętani.
Matka przypuszcza więc, że następnego dnia jest równie dobre. Tyle, że u mało kogo wytrzyma...
Zaczynamy więc najbardziej awaryjne ciasto:

Szarlotka sypana

Składniki:
1 szklanka mąki pszennej
1 szklanka kaszy manny
1 szklanka cukru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
Matka daje jeszcze cukier waniliowy dla zapachu
1 kilogram jabłek (antonówki, renety - najlepiej) lub słoik 900ml uprażonych jabłek (można kupić np.w Lidl'u za 3,99zł) i troszkę soku jabłkowego(bo te w słoiku nie puszczają soku)
200g masła lub margaryny
cynamon

Wykonanie:
W misce wymieszać mąkę, cukier, kaszę mannę, proszek do pieczenia i cukier waniliowy.
Nasmarować masłem i wysypać manną lub bułką tartą średnią tortownicę (lepiej się wyciąga potem ciasto), po czym równomiernie rozsypać na dnie połowę, powiedzmy - tego przygotowanego proszku.
Obrać jabłka i zetrzeć na grubej tarce, wyłożyć do tortownicy. Jeśli używamy jabłek ze słoika, dobrze jest dodać do nich kilka łyżek soku jabłkowego. Chodzi o to, że sok ściekający z "normalnych" jabłek skleja mąkę i całą tę resztę a te słoikowe są zagęszczane po to, żeby nie moczyły innego ciasta. Trzeba więc im pomóc.Matka przypuszcza, że zamiast soku może być i woda, jak ktoś w domu nie ma...
Na jabłka, które posypujemy cynamonem, rozsypujemy resztę proszku i na samym wierzchu układamy jedno przy drugim cienkie plasterki masła. Matka poleca masło, bo teraz do margaryny dodają różne dziwne rzeczy i zadymiła sobie ostatnio straszliwie kuchnię.
Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni (grzałka górna i dolna) i pieczemy około godziny. Wierzch musi być dobrze zarumieniony i chrupiący.
Niszczyć można juz gorące.
Byłoby prawdopodobnie świetne z bitą śmietaną ( z małą ilością cukru, bo ciasto samo w sobie jest słodkie, zwłaszcza to z jabłkami ze słoika, bo one są z cukrem) , albo kulką lodów obok.
Może komuś uda się zdążyć sprawdzić?
czwartek, 24 marca 2005
Łosoś pod pierzynką z chrzanu
Matka postanowiła zrobić coś na święta z tym łososiem, co nabyła go w długości trzy czwarte metra. Trzeba, bo przecież zamrażarka z Matką tego nie wytrzymają. Matka za każdym otwarciem jest zabijana przez różową deskę do surfingu, która wypada z szuflady. W końcu, ile tych żyć można mieć?
Potrawa niestety z tych, które trzeba robić w ostatniej chwili, ale jest tak bajecznie prosta i pachnie na odległość, więc Matka poleca. Poleca, choc sama zasłyszała ja jedynie w radiu i nie robiła do tej pory.
Sami jednak zobaczcie, że od razu widać, jak jest świetna i szybka...
I prościuchna...

Łosoś pod pierzynką z chrzanu

Składniki

Świeży lub mrożony filet z łososia (ok.1 kg)
250g masła
200g bułki tartej
dwie łyżki chrzanu (ja uzywam zawsze firmy Motyl - jest bezkonkurencyjny)
trzy jajka
Gęsta, kwaśna śmietana
świeży ogórek
sól i pieprz
sok z cytryny lub woda z odrobiną kwasku cytr.
Wykonanie

250 ml masła miksujemy na puszysty krem.
Ostrożnie łączymy je z 200g bułki tartej, dwoma łyżkami chrzanu, trzema żółtkami i piana ubitą z trzech białek.
Taką "pierzynką" przykryć należy surowego łososia (skropionego wcześniej sokiem z cytryny) - filet lub pokrojonego w dzwonka - i pieczemy ok.35 min. Śmietanę przyprawiamy solą i pieprzem, dodajemy pokrojonego w drobną kosteczkę świeżego ogórka, wykładamy na półmisek i na niej umieszczamy gotowego łososia.
wtorek, 01 marca 2005
Piernik marchwiowy
Matka obiecała przepis na "piernik" marchwiowy, czy jak kto woli ciasto marchwiowe, więc jest.

SKŁADNIKI

2 1/2 szklanki mąki
1 3/4 szklanki cukru
1 1/2 szklanki oleju
4 jajka
3 szklanki marchwi, startej na drobnej tarce (jakieś 5-6 dużych marchewek)
2 łyżeczki proszku do pieczenia
przyprawa do pierników lub 2 łyżeczki cynamonu
szczypta soli
garść posiekanych orzechów

WYKONANIE

Olej zmiksować szybko z żółtkami (jak już się bardzo a bardzo nie chce, to z całymi jajkami).
Wymieszać mąkę z proszkiem do pieczenia, cukrem,cynamonem i solą
Dodawać do ciasta sypkie rzeczy i marchewkę, cały czas mieszając.
Na koniec wrzucić orzechy i ubitą pianę z białek (jeśli wcześniej leniwi nie wymieszali z olejem całych jajek...) i przemieszać delikatnie łyżką.
Wyłożyć na wysmarowaną lub wyłożoną papierem blaszkę. Matka używa takiej dużej, prostokątnej, wtedy ciasto ma zaledwie 3-4 cm wysokości, ale nie zrobi się przynajmniej zakalec.
Piec w 180-185 stopniach, aż ładnie się zarumieni i patyk będzie suchy.
Uwaga! Po przekrojeniu wydaje się czasem, że zrobił się zakalec, ale to tylko złudzenie. Ciasto jest po prostu bardzo mokre, ale mimo to bardzo pulchne.
Można polać czekoladą. Jak się zdąży. Bo Matce to się jeszcze nigdy nie udało! Potwory zjadają wszystko natychmiast, zwłaszcza takie ciepłe, prosto z piekarnika, z chrupiąca skórką.
wtorek, 11 stycznia 2005
Na zamówienie - biszkopt z serowym wsadem
Na zamówienie Iksińskiej biszkopt niezawodny. Od siebie dodaję przepis na wsad własnego pomysłu. Całość nazywa się
Biała Dama - biszkopt z serowym nadzieniem

Składniki

Biszkopt
6 jajek
1 szklanka maki tortowej
1 budyń waniliowy na 3/4 szklanki mleka albo 2 budynie na 1/2l
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
1 szklanka cukru
aromat waniliowy
szczypta soli
Papier do pieczenia - koniecznie!

Wykonanie:
Nastawić piekarnik na 180 stopni, ciasto robi się szybko a nie może czekać, więc można zacząć robić, jak już naciągnie do około 100-120 stopni. Wyłożyć dużą, prostokątną blachę papierem.
Ubić bardzo sztywną, aż śnieżonobiałą, pianę z białek (można mikserem)z odrobiną soli.
Następnie po jednym dodawać żółtka, ciągle ubijając.
Potem stopniowo dosypywać cukier.
Odłozyć mikser, nie bedzie juz potrzebny.
Na wierzch wsypać mąkę i budyń z proszkiem do pieczenia. Dodać aromat.
Przemieszać delikatnie łyżką tylko do momentu, kiedy składniki się połączą i wyłożyć na blaszkę. Wyrównać i do gorącego piekarnika.
Ja zwykle po około 20 min. wyłączam górną grzałkę, żeby za bardzo się nie zrumieniło i dopiekam kolejne 20 minut na samej dolnej. Ale różne są piekarniki, różne blaszki itp. Trzeba być czujnym. Tego biszkoptu nie da się zmarnować.
Kiedy ostygnie selikatnie wyjąć, oddzielić od papieru i przekroić na dwie części. Przełożyć masą serową albo dowolnym kremem. Co kto lubi. Na wierzchu można rzucić przesmażony kokos.

Masa serowa
Składniki:
1 kg zmielonego sera (może być taki z kubełka, folii albo własnoręcznie zmielony - ale uwaga - nie homogenizowany!!!)
pół kostki masła lub margaryny
3 jajka
20 dkg cukru
1 łyżka mąki ziemniaczanej
1/2 szklanki mleka
aromat cytrynowy

Wykonanie:
Utrzeć masło mikserem, stopniowo dorzucać żółtka, cukier, ser, pianę z białek (ja chyba się nie bawię i daję całe jajka) i aromat. Zakręcić tyle o ile i ogrzewać na małym ogniu, aż zacznie pyrkać. Cały czas dobrze mieszać, najlepiej drewnianą łyżką, żeby się nie przypaliło. odstawić z ognia, dodać mleko z mąką ziemniaczaną i ponownie podgrzewać, aż znowu popyrka i zgęstnieje.
Przestygnięty biszkopt posmarować masą serową (gorącą), zostawiając kilka dosłownie łyżek do przesmarowania wierzchu (tylko tyle, żeby sie kokos "przylepił". Teraz szybciutko robimy kokos:

Posypka kokosowa
Paczka 15-20 dkg wiórków kokosowych
2-3 łyżki masła albo margaryny twardej
2 łyzki cukru

Wykonanie:
Rozpuścić masło na patelni, dodać cukier i wiórki i ogrzewać, cały czas dobrze mieszając. Po kilku minutach wiórki zaczna się nagle rumienić, wtedy mieszać szyciutko, żeby w miarę równomiernie się zazłociły. Nie całkiem, tylko tak na końcówkach, żeby kolor zmieniły z białego na kremowy.
Wysypać gorące na wierzch ciasta, wyrównać i lekko docisnąć ręką.
Gotowe.
Ze względu na ser, ciasto należy przechowywac w lodówce.
 
1 , 2