| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Księga gości
Było kiedyś - toplista Potworów
Koniecznie tam zajrzyj!
Czytane na bloxie
Czytane na onecie
Przepisy Matki Polki
Skracam drogę
Zaglądam
Popatrz...
niedziela, 13 lutego 2011
I po feriach

No bo już dzisiaj się nie liczy. Matka nawet nie zauważyła, kiedy ferie minęły. Znaczy to, że musiały byc jednak dość pracowite i faktycznie takie były. Nawet Potwory dały radę, choć przyznać trzeba, że sprawę miały mocno ułatwioną, gdzyż Janeczka była uprzejma wybyć na calutki tydzień na zimowisko do Białego Dunajca. 
Maryśka w tym czasie rozpaczała? Nigdy w życiu! Można było oddać się wszystkiemu temu, na co Potwór nie pozwala. Spać w Janeczkowym wyrku. Grzebać w szufladach, szafie i komodzie. Wkładać przepaski, spinki, naszyjniki, bransoletki i tym podobne precjoza - najchętniej wszystkie naraz i nie bacząc na styl i kolor. Rysować kredkami Potwora (zbrodnia niesłychana) i mazakami (zbrodnia karana śmiercią). 
A reszty to Matka chyba woli nie wiedzieć. Dość, ze Potworek oprócz rozrabiania wziął się za ścieranie kurzu i układania tysiąca pięciuset dwudziestu czterech zupełnie niepotrzebnych rzeczy na biurku Potwora. Matka wpadła w dziki zachwyt, jednak cały zapał Potworka wypalił się na biurku siostry i swój własny zostawił tak, jak było - czyli mniej więcej z efektem po wybuchu bomby.
A w drugim tygodniu Janeczka dokooptowaa do Maryśki i dni wyglądały typowo - Matka szła malować na strych i słyszała wszystkie odgłosy prania. Bo Potwory dostały do testowania jakieś dziwo o nazwie Kinect Xbox. Matka kompletnie nie była w temacie, ale poczytala, że to taka konsola, co ma czujnik ruchu - mierzy człowieka, śledzi, co on robi i ocenia. Hmm.
Od świąt Bożego Narodzenia Kinect był jednak na tapecie i okazało się, że można połączyć komputer z ruchem. Potwory zajmowały się wirtualnym zwierzakiem, głaskały go, szczotkowały, uczyły różnych sztuczek i pokonywały z nim tor przeszkód. Wydawałoby się, że emocje sięgały zenitu, ale co to znaczy Matka zobaczyła dopiero, gdy Janeczka odkryła płytę z siatkówka plażową, bieganiem przez płotki, skakaniem w dal czy rzutem oszczepem. Matka w pracowni słyszała co chwila głuchy tętent, dzikie wrzaski i okrzyki radości.
Do kompletu doszedł fitness (tu Matka podstępnie sobie włączała sprzęt, kiedy Potwory dawały za wygraną), jakiś dance (to jednak Potwory) i tak dalej.
Któregoś dnia z dołu dochodziło tak dramatyczne stękanie, że Matka zeszła zaniepokojona, że cos się stało. Ujrzała Maryśkę, która jedną nogą grzebała w Wiśle, drugą w Odrze, a ręce zahaczone miała gdzies zapewne o gwiazdozbiór Oriona.
- A ty, przepraszam, co robisz? - wywalila oczy Matka, co nie było łatwe, bo jak sie patrzy pół dnia w obraz, to strasznie siada akomodacja. No bo przecież nikt się chyba nie ośmieli napisać, że to z powodu wieku Matki?
- Chciałam włączyć aerobik - wystękał Potworek i zgodnie ze wskazówkami na ekranie zaczepił lewą ręką Drogę Mleczną - ale nie mogłam znaleźć i nacisnęłam jakiś sczeczink! Fajne jest, ale okropnie wooolne.
Matka zostawila uspokojona Potworka ze stretchingiem i obiecała sobie solennie, że w wolnej chwili też się porozciąga. Niestety z tego, co zauważyła, Potwory nie obiecały jej, że zwolnią miejsce przed telewizorem i tyle, że mogła sobie pooglądać, jak się nie da włączyć Teleexpressu, bo odchodzą skoki w dal. Na przykład. 
A wieczorem jak się NIE da zajrzeć w równie chętnie testowany netbook HP, bo MiaUżon ogląda w nim kolejny mecz koszykówki (piłki ręcznej, siatkówki - niepotrzebne skreślić). A jak MiaUżon akurat nie ogląda, to na bank netbook jest przyimputowany do Maryśki, która na Naszej Klasie dokarmia jakieś zwierzęta w cudzych akwariach. Proszę tu Matki nie pytać o co chodzi, bo takie szczegóły już są jej kompletnie nieznane. Ona karmi Puśkę, całkowicie ralnie, prosto do michy.
Kinect odjeżdża już w siną dal i to będzie najsmutniejsze zniknięcie historii - Matka poleca wszystkim, którzy mieli do tej pory wątpliwości. Dawka ruchu i rozrywki zagwarantowana. Ruchu tak szybkiego, że wysiadały wszelkie lampy błyskowe i Potwory wychodziły na zdjęciach jak kolorowe smugi. Na szczęście głaskanie czarnej pantery i uczenie jej sztuczek odbywa się w tempie moderato, dobrze wychodzi też wiwatowanie po skończonym biegu, natomiast podania w siatkówce plażowej już tak sobie. Ale widać, że emocje aż kipią.
Matce i tak się najbardziej podobało w czujniku ruchu to, że jak Potworek gubił spodnie biegnąc i szybko je podciągał, to sportsmenka na ekranie robiła to samo...





Potwory graja w siatkówkę plażową.

Maryśka pozdrawia publikę

Maryśka pozdrawia publikę po biegu.

I uczy czarną panterę klaskania

piątek, 10 września 2010
Sprytny dotyk

Matka zastanawia się jaka jest właściwie pora roku. Poranne zachowanie Potworów dobitnie świadczy o tym, że mamy najgłębszą z zim - smarkają nosami, bo w szkole jest zimno, jak w psiarni. Matka wie. Sama kłapała zębami na lekcjach, bo ubrała się jak głupia. Kto to widział iść do pracy w koszulce z długim rękawem? Polar, onucki i walonki w pierwszych dniach września to niezbędnik ucznia.


Bo lato było do bani. Mury niewygrzane, Matka niewygrzana, albo ziąb, albo jakiś piekielny upał przez parę dni. Tylko wakacje wyszły cudne. Takie, że Matka co wpada w dół, to sobie zaraz przypomina kolor tych wakacji.
A zanim był kolor, Matka siedziała w domu. Nie na żadnym rusztowaniu, tylko w chałupie, po prostu.
I wtedy w folderze "spam." znalazła mail, który otworzyła tylko dlatego, że kojarzyła nazwę firmy. A w mailu miły człowiek zapytywał, czy Matka byłaby tak uprzejma i przetestowała jakiś komputer.
Matka może testować, jak najbardziej. Wolałaby co prawda zatankowane Ferrari (z naciskiem na zatankowane), ale ponieważ wrednej Matce rzadko się zdarza być uprzejmą postanowiła, że właśnie nadszedł ten dzień nieludzkiej jej dobroci.
Na tym jednak nie koniec. Młody człowiek, który okazał się w praniu ultrablondynem nierozjaśnianym (takie rzeczy zdarzają sie tylko facetom? I po co? Matka się pyta - PO CO?) posiadającym jednakowoż znaczne ilości używalnego rozumu, w drugim zdaniu zapytał czy Matka nie byłaby jeszcze bardziej uprzejma i nie wsadziła swojego kupra do pojazdu, który zataszczy ją na spotkanie. Pokażą komputer, wyjaśnią co i jak (to się Matce bardzo spodobało, bo została jej dwubitowość, która już po pierwszym zdaniu blondyna wyczerpala się na amen), nakarmią nawet, no i jest im przykro, ale nie zdażą odwieźć jej tego samego dnia, tylko położą spać i rano dadzą jeść.
Do Matki przemówiło najbardziej "dadzą jeść", bo zawsze, ilekroć ktoś jej coś podstawia pod nos do jedzenia, Matka wpada w zachwyt, że nie musi myśleć co zrobić, co kupić, kiedy pojechać, kiedy ugotować, kiedy podać i ile pozmywać.
No dobra, bo Matka wyjdzie na wiekszego lenia, niż jest.
- Słuchaj, dadzą mi komputer do testowania, ale powinnam pojechać na spotkanie. - Zadzwoniła do MiaUżona do pracy.
- To jedź. - Burknął MiaUżon, który niechybnie zastanawial się czy rzepak wyschnie rolnikom, czy raczej zgnije.
- Ale na dwa dni. - Matka to jest mistrzynią nastroju, szkoda gadać.
-  .........Jedź, jedź, damy radę! - Rzepak na bank przestał być aż tak istotny, ale MiaUżon trzymał fason jak jasny gwint.
- Płacą mi za transport... - dodała mimochodem Matka.
- No bardzo dobrze. - Odetchnął MiaUżon.
- Samolotem... 
- ????????
- Do Londynu.
- !!!!!!!!!
- Jesteś tam?
- ........
- Jesteś TAM?
- Hryyyyhyhryhy, jestem, oczywiście, że jestem. - MiaUżon zbierał się do kupy. No nie, MiaUżon może na Cypr, Matka do Koziej Wólki. - Jedź! Jedź i baw się dobrze.

Matka pojechała. Pofrunęła raczej. Do pięciogwiazdkowego hotelu stojącego przy Oxford street. Miała co prawda wrażenie, że jest w Arabii Saudyjskiej, bo 95% kobiet pokazywało w tym hotelu tylko oczy, ale co tam. Może był zjazd fanów czadorów. Za to w holu leżał betonowy facet na łokciu i to był czad techniki. No, może sztuki nowoczesnej raczej.
Tak, czy owak Matka się naoglądała, najadła i nasłuchała, a po powrocie dostała komputer, żeby Potwory mogły się nad nim pastwić. O, taki: http://h10010.www1.hp.com/wwpc/pl/pl/ho/WF10a/12454-12454-3352963-3352964-3352964-4079688.html

I siedzą teraz i udają, że korzystają z ekranu dotykowego, bo to najwazniejszy atut komputera. Można sobie na nim porysować paluchem, rysikiem i czym sie jeszcze chce. Rysują. Ale grać bez myszy nie chcą.
- Bo ja mam za duży palec! - Marudzi Potworek i ogląda znacząco kciuk ośmiolatki. Pozostałe również.
- Ale mamy sprawdzić czy się da, czy nie.
Potworek gra palcami na odczepne, ale jak tylko Matka zniknie z pola widzenia - znów klika.
Za to maluje rysikiem od nawigacji komputerowej. No mogliby rysik dołączać, skoro komputer jest dotykowy...
Matka po kilkudziesięciu próbach używania paluchów poddała sie z kretesem. Tak - jeśli komputer miałby stać na przyklad w kuchni i służyć do zabawy. Albo w salonie. Przeglądamy wiadomości w internecie, pokazujemy znajomym zdjęcia (o tak, tak - duży ekran nadaje się do tego znakomicie, wtedy palcem stukamy, powiekszamy i obracamy - wrażenie murowane), czytamy maile. Do pisania może nam służyć klawiatura wirtualna, ale zajmuje to znacznie więcej czasu, niż na tradycyjnej. Matka nie zdzierżyła, może to kwestia czasu i przyzwyczajenia.
Miejsce - cały komputer mieści sie w zasadzie w ekranie. Klawiaturę wsunąć można pod niego, znika wtedy na amen. Jednak do komfortowej pracy potrzebne jest odpowiednie nachylenie monitora i wtedy Matka ma zajętą 1/4 stołu. O zjedzeniu obiadu bez taszczenia komputera na podłogę nie ma mowy. Matce wydaje sie jednak, że ładne biureczko zalatwiłoby sprawę. Takie na komputer, filiżankę z kawą. No nie przysłali w komplecie!
Do tego analogowa Matka zmagać się musi z przeciwnościami Windowsa 7. Dla użytkownika XP to jednak spora zmiana, a jeśli dodać do tego ekran dotykowy, to wychodzi na to, że Matka możliwości tego komputera za szybko nie wykorzysta.
Co innego Potwory.
Pierniki jedne zapisują się w kolejkę. Okupują TouchSmarta. Grają we wszystko, co się da i przerabiają w Corelu Paint It swoje zdjęcia. Janeczka wpada w narcyzm na bank.  Matka znalazla na pulpicie kilkanaście przeróbek portretu, na którym nie tylko rozpoznała swoją sypialnię, ale także swój niebieski cień do powiek...
Pozostałą, czyli dominującą część zdjęcia zajmował jednak odstrojony Potwór. Na niebiesko, rzecz jasna.
Coś się Matce wydaje, że jej dziecko będzie dwustuprocentową kobietą...

 

piątek, 15 maja 2009
De gustibus...

Matka wykorkuje od muzyki Potworów. I jakos sobie nie przypomina, żeby tak wykańczała swoich rodziców gdy miała 12 lat. Albo siedem. No właśnie. Nawet nie napisała, że Maryśka we wtorek załadowała sobie na malutki karczek siódmą wiosnę i z radością weszła w ósmy rok życia. To niemożliwe...
Ale niezależnie od wieku Potwory słuchają dziewczęcia, które nazywa się Hannah Montana i Matce wszystko wraca jak ją słyszy, a zwłaszcza jak słyszy po raz dziesiąty ten sam odcinek z najgorszym w dziejach ludzkości dubbingiem. Głos Hanny podkłada kobieton zdecydowanie starszy i mocno egzaltowany. Być może nasze nastolatki są drewniane, ale naprawdę jest chyba w kim wybierać?
Maryśka jest w stanie sobie Hannę odpuścić - Janeczka w życiu! Matka co i rusz dostaje na stół jakąś płytę pożyczoną od koleżanki, żeby podziwiała. Sprawdza klasówki, a żyrandol buja się wte i wewte, bo Janina w swoim pokoju tańczy. Czytaj - wykonuje dziwne ruchy niczym w chorobie świętego Wita, przerywane co jakiś czas okrzykami "U-U" lub "Y-Y!"
-"Wyjdź na dwór, słońce takie piękne!" - namawia Matka
-"Jutro muszę oddać płytę!" - zapiera się Janeczka i umarł w butach.
-"Już to było!" - Matka znów musi interweniować po chwili, kiedy sama zaczyna mylić barok z renesansem, bo Hanna przemawia z telewizora głosem jak po kilku głębszych.
-"Nie było, ja nie pamiętam!" - protestuje Potwór
-"Jak nie było, jak teraz ona powie to a to, a potem wejdzie ten a ten i powie to a to!" - wkurza się Matka i nadusza pilota wywalając towarzystwo, które odchodzi fukając i zionąc ogniem, zostawiając po sobie niesmak i smród siarki. 

Kurczę pieczone, jak była w tym wieku, to słuchała Jarockiej i Jantar i z tego, co pamieta - wszyscy ich słuchali. I słuchała wtedy, kiedt te piosenki leciały w radiu (program pierwszy rzecz jasna). A z płyt słuchało się Mozarta, jak na ucznia szkoły muzycznej przstało.

-"Musimy słuchać tej Trójki?" - kolejny tekst, który Matka olewa co rano. Jej samochód, jej radio!!!
-"Musimy!!!" - i Matka podgłaśnia Manna, który w piątkowe poranki zadaje energetyczne rock-and-rolle.
-"Włącz RMF!" - jęczy Janeczka
Po Matki trupie. PO TRUPIE. Po trupie Zet i RMF. Za żadne pieniądze.
-"A może włączysz płytę?" - pyta nieśmiało Maryśka, która wie, że jak w radiu okrutnie trują o 8.30, to Matka daje się namówić. I ma dziesięć płyt w zmieniarce, które stawiają ją na nogi. 
-"A co mam puścić?" - pyta chytrze Matka, ale dobrze wie co. No może nie, bo Potworek ma swoje dwie ulubione piosenki z okresowym porywem do trzech. Długo trwało zanim Matka zorientowała się o jakie chodzi. Rozrzut czasowy i wykonawczy  mają spory, ale dobrze działaja rano na niedobudzonego człowieka.
Ranking Potworka jest nastepujący:
Miejsce trzecie: Piosenka "Stejlajt" - Matka cztery dni dochodziła o jaką chodzi. Już wie.
Miejsce drugie: "Piosenka z tarką i spadającą kropelką" - o, masakra. cztery tygodnie przelatywania dziesięciu płyt razy piętnaście utworów każda. Udało się, Matka doszła, a raczej Potworek doszedł, o którą mu chodzi.
Miejsce pierwsze - superłatwe: Piosenka z panem co robi "HA, HA, HAAAAAAAAA" - i nie jest to aria ze śmiechem.

-"To puść pana co robi..." - zaczął Potworek
-"Ha, ha haaaaa?" - i Matka zapuszcza swój naulubieńszy zespół. I  wcale nie jest pewna, czy pan nie robi "He, he, heeeeee".
Ale wie jedno - Potworek ma świetny gust!
Zgadnie ktoś o jakie piosenki chodzi?

piątek, 29 września 2006
Żaba

Matka wypowiedziała jeden internet i zamówiła kolejny - ten najbardziej znany. I oczywiście przespała termin, więc nie będzie miała zapewne ani jednego, ani drugiego, dopóki kurier go nie dostarczy. Psiakostka. To nie chodzi o blog, ale o rachunki, które trzeba teraz zapłacić całym stadem a Matka tego nie lubi...
Matka może malować chałupę. Może obdzierać płot ze starej farby. Nawet wymuruje co trzeba, ale internet? Jakieś kabelki, formularze, wtyczki? O, nie! To przekracza możliwości anlogowej Matki. Bo Matce się zachciało internetu bezprzewodowego, a Magik od routera przyłazi już trzy tygodnie!
-"A ten duży komputer to będzie dla mnie?" - zapytał przymilnie Potwór i zamilkł natychmiast, gdy tylko spojrzenie Matki się o niego obiło, trafiło w ścianę i rykoszetem palnęło znów w łeb.
-"Zobaczymy" - mruknął MiaUżon znad gazety i szybko ją przydeptał, bo wzrok Matki wypalił wielką dziurę w dziale sportowym.
-"Chy-ba so-bie żar-tu-jesz!!!" - wycedziła Matka i nie zamierzała zmienić zdania.
Strych Matki pozostanie tak zwanym Centrum Dowodzenia i Janeczka komputera mieć w pokoju nie będzie! Jeszcze nie teraz! Dziewięć lat i komputer? W szkole wystarczy.
-"A ja nie musze mnieć komputeja, bo ja mam żabę!" - zapiszczał Potworek.
Matka to się czasem zastanawia, którą Maryśka bierze oktawę, bo chyba momentami zahacza o ultradźwięki.
-"Tak jest, ty masz żabę!" - przytaknęła Matka bardzo zadowolona ze zmiany tematu.
-"Żaba jest także MOJA!!!" - zaprotestował Potwór natychmiast i nie byłby sobą, gdyby tego nie zrobił.
-"Żaba jest wspólna!" - zamachała rękami Matka, która miała lekko dosyć kłótni Potworów.
-"To ja idem zobaczyć, czy siedzi!" - Maryśka wsadziła na bose stópki sandały i wyprysnęła przed dom.
Żaba była. A nie zawsze bywa. Czasem znika na tydzień, żeby pojawić się znów i zademonstrować dodatkowe milimetry.
Bo zwierzatko pojawiło sie nagle w ilości sztuk dwóch w kwietniu, posiedziało na płocie, potem na choince i zniknęło. Kiedy nastały upały żabek nie było. Matka teraz już wie, że przeniosły się nad wodę w celu posiadania potomstwa, po czym jedna została, a druga wróciła, bodajże pani żabowa - przynajmniej encyklopedie tak donoszą.
I kiedy żabce doskwierał upał, przenosiła się do rurki od Matki płotu, zanurzała kuper w wodzie, która gromadziła się tam po deszczu i wietrzyła górę. Zwyczaj płazowi pozostał, za to gabaryty się zmieniły i Matka podejrzewa, że za chwilę będzie musiała wzywać strażaków, żeby zwierza wyciągneli, gdy się zakleszczy...
A póki co pokaże osobistą żabę pozującą na płocie. Na grzbiecie ma przylepioną igiełkę od choinki, więc można sobie zobaczyć, jak była olbrzymia.
Mili Państwo - Rzekotka drzewna - do usług!

       

piątek, 02 czerwca 2006
Tłumacz przysięgły
Matka wracała sobie spokojniutko z Potworami do domu i niepokoiła się szalenie ciszą, dobiegającą z tylnej ławki. Potwory bowiem zwyczajowo się piorą, Matka wrzeszczy, Maryśka obsmarkuje się z żalu, a Janeczka obraża. Taka miła, rodzinna atmosfera.
Tym razem jednak wisiało coś w powietrzu, ale Matka nijak nie mogła wykombinować co też może nastąpić. I nie domyśliłaby się.
Janeczka zaczęła bowiem wymieniać różne potrawy. Nie było to szczególnie trudne, biorąc pod uwagę zamiłowanie Potwora do jedzenia. Matka nie potrafi wytłumaczyć powodu, dla którego Janeczka to robiła i nawet nie chciała jej przerywać, bo miała choć przez moment spokój i nie jeździła zakosami po krawężnikach.
-"Zupa pomidorowa!" - oświadczyła uroczyście.
Maryśka spojrzała na siostrę z ogromnym zainteresowaniem.
-"Karkówka z czosnkiem!" - kontynuowała Janeczka
Potworek zadymił z uszu. Coś się szykowało.
-"Ciasto ze śliwkami" - Potwór ciągnął uroczyście.
-"Ałeju chołeju dżynks!!!" - palnęła Maryśka
Janeczka popatrzyła natychmiast na Potworka mrużąc niebezpiecznie oczy.
-"A ty co znowu tu mówisz?!" - zapytała wściekła
-"Ocyfiście tłumace! Po ałgiełsku!" - odrzekł Potworek z rozbrajającą szczerością i powtórzył - "Ałeju chołeju dżynks!!!"
-"Nie ma takich słów! Zmyślasz!!!" - zawołała Janeczka -"Mama powiedz jej, żeby mnie nie drażniła!!!"
-"O rety, niech sobie mówi!" - złapała się za głowę Matka, której chwilowy spokój zdawał się obracać w ruinę -"A ty dalej wymieniaj te rzeczy!"
Janeczka rzuciła kilka razy nienawistne spojrzenie numer osiem i zakończyła wymownym numer trzy.
-"Schab ze śliwkami!" - zaczęła znów
-"Ałeju chołeju dżynks!!!" - zamrugał oczkami Potworek i zamienił się znowu w słuch.
-"Żurek z biała kiełbasą!"
-"Ałeju chołeju dżynks!!!"- Potworek oznajmił radośnie.
-"Galaretka z truskawkami!"
-"Ałeju chołeju dżynks!!!"-Maryśka spełniała misję dziejową tłumacza kabinowego
-"Babka drożdżowa!" - Potwór był coraz bardziej zdenerwowany
-"Ałeju chołeju dżynks!!!"- Maryśka wcale.
-"Naleśniki!"
-"Ałeju chołeju dżynks!!!"-odparowała Maryśka
-"Banany!"
I nastąpiła cisza. Cisza grobowa.
-"O, bajdzo psepjasam!" - rzekł Potworek z oburzeniem -"Tego tłumacyć nie bełde! Na banany to ja mam UCULENIE!!!"
piątek, 10 marca 2006
Splątanie, antybiotyk i sny
Matka w piętkę goni. Za dziesięć dni musi mieć skończony i wyschnięty na pieprz obrazek. Ze względu na jego lekką nieporęczność, która uniemożliwia Matce wtrynienie go w jakiejkolwiek konfiguracji do kombiowego nissana, Matka zmuszona będzie przywlec do domu jakiegoś urzędnika, żeby wszystko obejrzał, opieczętował i opisał a potem juz dzieło odleci na skrzydłach Boeinga i Matka wreszcie odetchnie. Na chwilkę. Bo kolejne zamówienie już ma, ale szczęśliwie na mniejszy format i inny temat.
No Matka nie o tym miała pisać, nie o tym.
Ale to wszystko przez antybiotyk, który bierze, bo nie wytrzymała w końcu z bólem gardła i popędziła do lekarza. Załadował jej coś mocniejszego, bo pierwszy rzut nie pomógł i Matka po dwóch dniach poczuła wreszcie, że żyje. Niestety - chodzi lekko kołowata, jak po jednym głębszym. Wczoraj na angielskim siedziała i modliła się, żeby wyjść,teraz usiłuje ułożyć sześć sprawdzianów dla dzieci i mylą jej się literki. Chwyciła oczywiście zaraz ulotkę i wyczytała, ze zaburzenia koncentracji nie występują w stosowaniu tego leku, natomiast splątanie i owszem. Matka nie wie, czy jest splątana, ale za dzień, dwa to będzie na pewno.
Za to Potwory splątane są od świtu i właśnie o tym Matka chciała napisać.
Bo rano Matka wpada do łazienki, szybko się myje i ubiera. Co zdąży - to jej.
Kiedy drzwi otwierają się z trzaskiem jest już po herbacie. Potwory zaczynają sie naparzać, jeden zlew nie wystarcza a Matka dziesięć razy włącza i wyłącza suszarkę, żeby wytrzeć Maryśce dupsko, włożyć jej majtki, bo nastał dzień na "mamo pomóż" i tak dalej.
Wracamy do drzwi.
Otworzyły się i wkroczył Potwór. Podrapał się po głowie, przeciągnął, podrapał znów i zajęczał:
-"O matko, jaki miałam STRAAAASZNY sen!"
Cały czas pamiętamy, że Matka wskutek zażywania antybiotyku wykazuje niejakie splątanie i wszelkie tego typu hiobowe wiadomości nie polepszaja jej stanu, żeby nie powiedzieć, że działają dokładnie odwrotnie.
-"A co znowu ci się śniło?" - zapytała Matka zachęcająco, kombinując, czy w związku z tym zaczynać suszenie włosów, czy poczekać.
-"No makabra!" - Janeczka znów ziewnęła rozdzierająco. Najwyraźniej sen ją wymęczył okrutnie - "Śniło mi się, ze zamiast połówki połknęłam całą tabletkę Deflegminu na kaszel!!!"
Ooooooooooo.... No faktycznie horror z rozlewem krwi! Matka mimo wspomnianego wcześniej splątania, błyskawicznie doszła do tego odkrywczego wniosku. Teraz należało tylko wywlec z łóżka Maryśkę i pojechać do szkoło-przedszkoli.
Drzwi otworzyły się jednak same i wszedł kawałek Maryśki. Podrapał się w głowę, ziewnął, znów podrapał i doszedł do wniosku, że pozostawi swoją większą część za drzwiami.
-"Jaki ja miałam STJJJJJASNY sen!!!" - obwieścił górny kawałek Potworka, wyposażony w paszczę. To własnie paszcza jest przyczyną przebywania górnej połówki Maryśki w łaziece, kiedy pozostała część przezornie stoi w przedpokoju. Odwrotnie byłoby lekko niepraktycznie.
Matka zaplątała się w kabel, powiększając swoje splątanie polekowe.
Potworek ziewnął, żeby przerwać niezręczne milczenie, bo Matka tym razem powstrzymała sie od wszelkich zachęcających komentarzy, a Janeczka przeżywała Deflegmin.
-"No właśnie!" - odzyskała mowę Maryśka i zaświdrowała oczkami w okolicach brodzika i sedesu- "Ja tak napjawdę tejaz chciałabym tylko ustalić, cy ten FAJAON jus sobie posiedł z łazięłki?"

A Matka może jednak ustali, czy nie powinna odstawić antybiotyku...
piątek, 03 lutego 2006
Plany i normy
Matka zaplanowała sobie wieczorną pracę. No zdarza się. Właściwie Matka najczęściej robi coś po nocach, ale rzadko kiedy musi tak na jutro, na termin, na zaraz i w ogóle.
Kiedy zaś Matka cichaczem sobie coś takiego postanowi, to może być pewna, że Potwory nie zawiodą! Najgorzej, jeśli muszą zrobić coś razem z MiaUżonem - wtedy już można być pewnym, że:
-tak, Potwory po zjedzeniu podwójnej kolacji umrą z niedożywienia i podłości wyrodnych rodziców, którzy nie dostarczą im kolejnej porcji bezpośrednio przed kąpielą
-nie, wstrętni starzy akurat tego dnia nie mogą zmienić im piżamy (to Janeczka), która to piżamka przez dwa dni została zaliczona do najohydniejszych ze względu na swój krój, kolor itd. (tu wstawić odpowiednie)
-nie, okrutna Matka nie poszuka tego wieczoru kartonu w kolorze różowym, potrzebnego za tydzień, a który to karton jest niezbędny do egzystencji Potwora dokładnie w danym momencie
-nie, najgorsza z Matek nie przygotuje w tym momencie stroju na bal, na którym to balu Janeczka ma być przebrana za dziewczynę kowboja. Oczywiście chodzi o letnią spódnicę w kolorze, no, zgadnijmy w jakim kolorze, dla ułatwienia Matka doda, że spódnica ma oszałamiającą ilość falbanek.
-nie, Matka nie zmieni w tym momencie pościeli Potworowi na białą w różowe kwiatki
-nie, Matka nie kupiła płynu do kąpieli i na razie nie kupi. To straszne, ale dalej trzeba sie myć mydłem!
-nie, Matka nie pozwoli zabrać do szkoły pięciu pełnowymiarowych segregatorów z karteczkami Witch. Pełnowymiarowość polega na formacie A4 z okładem, wysokości znacznie przekraczającej normę największego biurowego segregatora i ciężarze pojedynczej szuki około pół tony
-nie, Matka nie pozwoli Maryśce rozebrać na sedesie piętnastu Barbiów do rosołu, bo nie lubi wyławiać okularków, szpileczek i kozaczków z (użytego oczywiście) sedesu
-nie, Matka nie ma żadnych żelek na czarną godzinę. Wszelkie czarne godziny nadeszły już wielokrotnie i żelki zostały bezceremonialnie wyżarte!
-nie, Matka nic nie ma w planach, absolutnie, wydaje ci się Janeczko
-nie, Matka nie jest zdenerwowana
-nie, tatusia wcale nie trafia szlag!!!
-nie, nie, Matka nie sinieje, to taki odblask od bluzki! Bluzka brązowa? Wszystko jest względne...
-nie, tatuś nie topi Maryśki, tatuś szybko ją kąpie

-tak, tak, tak, oczywiście. Starzy są najgorsi z możliwych na świecie.
Dramat.
Prokuratura.
Kładzenie spać trawało godzinę dłużej, niż zwykle. Potworom się spać w ogóle nie chciało.
Matka roboty nie ruszyła...
Jak zwykle.
niedziela, 04 grudnia 2005
Nocne Polaków rozmowy
Matka z MiaUżonem nie mogą ostatnio nijak się wyspać. Powód jest prosty - łóżko o szerokości 120 cm i trzy osoby w środku. Oczywiście najpierw są dwie, bo Potwory od zawsze miały swoje posłania. Janeczka juz dawno dała święty i anielski spokój, bo sie po prostu u nas w łózku nie mieści. Miewa jednak inne wyskoki, choćby taki pod tytułem: "NieMogęSpać!"
"NieMogęSpać" objawia się kilka razy do roku, zaczyna koło pierwszej w nocy i polega głównie na stękaniu, chlipaniu (tez mi powód!) i wszelkich iluminacjach. Matce i MiaUżonowi nie podoba się żaden z tych efektów towarzyszących.
Chlast! - trzasnęły drzwi do łazienki. matka nadludzkim wysiłkiem podniosła powiekę i otrzeźwiała natychmiast. Światło w łazience, światło w pokoju, Janeczka miotająca sie pomiędzy.
-"Co tam?" - Matka w nocy ogranicza ilość używanych liter, żeby nie budzić za bardzo mózgu.
I to był błąd. Potwór poczuł się zagajony i rozwinął wszystkie swe możliwości.
-"Buuuuu, bo ja nie mogę spać! Jest mi gorąco!!!"
-"To sie odkryj i daj ludziom pospać w niedzielę!!!" - ryknął MiaUżon, który od pewnego czasu straszliwie się uczulił na nocne niemoce Potwora.
Matce mózg się obudził do końca natychmiast, choć starała się odeprzeć ataki ryków MiaUżona. Nie da rady. Widać inna częstotliwość?
-"To będzie mi zimno!"- zawyła Janeczka i Matka już wiedziała, że po spaniu jest.
-"To się przykryjesz! I pamiętaj, że jeszcze masz siostrę obok w pokoju i ona śpi!!!" - MiaUżon uniósł głowę, żeby zapewnić jak największą szybkość rozchodzenia się dźwięku i padł na poduszkę ponownie.
Matka co do spania Maryśki miała już niejakie wątpliwości, bo raczej umarli pomału zmartwychwstawali myśląc, ze oto słychać Trąby Jerychońskie...
-"Teraz to mi jednocześnie i zimno i gorąco!!! I wcale mi sie nie chce spać!" - załkała Janeczka spod kołdry.
-"To pogaś światła!" - poradziła życzliwie Matka myśląc sobie, że wtedy choć dwie z trzech osób zasną a tak, to żadna...
Janeczka kotłowała się w wyżej wspomniany sposób jeszcze godzinę. Kto nie wie, jak to jest, niech sobie dwadzieścia trzy razy przeczyta od początku do tego miejsca...
A potem nastała błoga cisza...
Cisza...
Cisza...
Skrzyp...
Chlast! - trzasnęły drzwi od łazienki!
Pstryk! - zapaliło się światło. Kontrola jakości.
Pstryk! - zgasło światło.
Tup, tup, tup, tup - zabębniły malutkie pięty po podłodze.
Matka jęknęła głucho.
-"@$#%$&@#!!!" - westchnął MiaUżon
Skrzyp, pięty cichnące, skrzyp, pięty narastające.
-"Iiiiiiii!" - zajęczały sprężyny w Matki i MiaUżona wyrku. Matka dostała kolanem w brzuch, podeptano jej nogi, ustopienie, jeszcze raz nagnieciono brzuch, wykonano siad napupny na głowie, obsmarkano piżamę, wyrżnięto Matkę ,a może MiaUżona łbem o łeb, uwalono się na MiaUżonie, potem na Matce, potem znów na MiaUżonie, przywalono matke kocykiem, wsadzono palec od nogi w ucho, oko, nos i paszczę, sapnieto i padnięto na poduszkę. Na Matki poduszkę.
Matka przezornie się wycofała, żeby nie mieć wstrząsu mózgu.
-"No!" - usłyszała -"To TYJKO JA jus jestem!"

Uff! Dzięki za wyjaśnienie. Matka inaczej za nic by nie zauważyła...
piątek, 28 października 2005
Kot w worku
Matka jak zwykle rano spruwała towarzystwo. Miała jednak komfort w postaci własnego niewychodzenia z domu i od razu w związku z tym lepszy humor.
Pożarła się co prawda z Janeczką na temat spodni, które są Oczywiście Ohydne, Obrzydliwe, Obciachowe i Ogólnie Okropne, ale Potwór wie, że na nic rano się nie zdają takie komunikaty. Matka wszelkie uwagi i zażalenia przyjmuje wieczorem! Plama na spodenkach? Bardzo proszę do szkoły! Rano Matka nie będzie schodzić do pralni, szukać nowej garderowby i prasować. Ani odrywać metek od nowych rzeczy i skracać nogawek.
Matka w zasadzie musi chyba wypisać stosowne uwagi w tym względzie i wywiesić w publicznym miejscu. Na szczęście MiaUżon popiera Matkę w temacie i nie ma rannych dyskusji. Bywają monologi, ale Matka głuchnie całkowicie i odwracalnie. Znaczy się, żeby było też na O - Ogłuchnięta jest. Nie ma takiego słowa? Przecież widać, że jest...
Janeczka zakomunikowała jednak w szkole, że wykończyła adidaski, czyli fachowo mówiąc buty sportowe firmy NieWiadomoJakiej. Nie zajęło jej to wiele czasu, wykończenie znaczy się, bo zaledwie miesiąc, co wprawiło Matkę w niemy zachwyt. Niemy, gdyż uwagi postarała się zachować wyłącznie dla siebie. Dla uszu Janeczki byłyby niewskazane i być może niezrozumiałe nawet.
Potwór wykonał mianowicie rozkłap boczny buta na odcinku 75% i wyrwał dziurę na palcach. O ile Matka mogłaby się pokusić o własnoręczne sklejenie obuwia klejem Moment (najlepszy klej butaprenowy pod słońcem, gniotsa, nie łamiotsa), o tyle cerować wielkiej dziury już nie zamierzała.
Matka ma nawet niejasne podejrzenia co do bucików. Potwór bowiem dostał na Słowacji prześliczne tenisówki na groszkowanej podeszwie i w zabójczym kolorze różowym, lekko przyduże, żeby były akuracik po wspomnianych adidaskach. Drążył temat od dawna przekonując Matkę, że są mu niezbędne do trawienia, oddychania i słyszenia. No to temat wyszedł przez palce najwyraźniej...
Matka zapowiedziała więc MiaUżonowi, który przyznał się, że wie, gdzie rzeczone tenisówki się znajdują, żeby wtrynił je w związku z tym do worka, bo inaczej się zapomni na amen.
Na MiaUżona w takich razach można zawsze liczyć. Z góry wiadomo, że zapomni!
-"Znalazłeś mi te papcie do szkoły?" - zapytała Janeczka o świcie
Ale MiaUżon już zszedł na dół.
-"Tato chyba zapomniał, powiedz mu jeszcze raz na dole, żebyście nie zapomnieli, bo nie będziesz miała w czym chodzić!" - zarządziła Matka sadzając na nocniku Potworka i ubierając w porteczki.
Potwór dokonał toalety i wyprysnął , żeby szybko się ubrać w pokoju.
-"Tataaaaaaaaa!" - zaryczał spod szafy -"Tylko weź do worka papcie!!!"

Maryśka zrobiła na nocniku oczka jak talerze.
-"Mamujku?" - wystękała przerażona -"Co oni chcom zjobić?!"
-"Jak - co?" - zdumiała się Matka.
-"No nie słysys?! To okjopne!!! Chcom fsadzić do wojka BABCIĘ..."

Okjopne. Tym bardziej, że jeszcze jednego Maryśka nie wie. Potem ten worek wrzucą do bagażnika...
niedziela, 10 lipca 2005
Szaszłyki z wody
MiaUżon wystawił Potworom wczoraj czadowy basen. Jak zwykle musiały poczekać, aż woda sie dobrze na słońcu nagrzeje, ale zabawa była przednia.
Dziś za to od rana było słońce a potem przyszły chmury, popadało i przestało. Basen stał sobie spokojnie od wczoraj, więc woda była cieplutka, że ho, ho. Z niewiadomych jednak względów Janeczce temperatura wody zupełnie nie odpowiadała.
-"Zimna!!! Zimna jak smok!" - wstrząsnęła się wsadziwszy czubek palca od nogi do wody.
-"Mama, Janecka mówi, zie zimna!" - zawtórowała Maryśka
-"Jaka znowu zimna?!" - wkurzył się MiaUżon, bo dziewczyny od rana były miaukliwe i basen dawał nadzieję na spokojne wypicie kawy.
MiaUzon zataszczył swe ciało w pobliże basenu i zamieszał ręką w wodzie.
-"No ciepła, jak zupa. A jak nie chcecie to proszę bardzo, wylewam!"
-"Nie, nie" - wystraszyła się Janeczka - "To ja już wchodzę" - i weszła do wody bez entuzjazmu.
Potworek wskoczył za nią.
Przez chwilę panowała błoga cisza. Matka poszła do kuchni pochować pobojowisko po robieniu grillowanych szaszłyków, które zostały zjedzone jednym błyskiem. MiaUżon trwał dzielnie na posterunku, czyli wystawiał skórę na działanie promieni słonecznych.
Po chwili Matka wyszła na taras, zaś MiaUżon poczuł nagłą a nieodpartą potrzebę uzupełnienia stanu kofeiny w organiźmie, więc wstawił czajnik.
Janeczka wylazła z basenu i stała owinięta w ręcznik.
-"Maryśka mnie leje wodą!" - doniosła, aż zadymiło.
Matka przyjrzała się bacznie obu Potworom i doszła do wniosku, że coś jest nie tak w opowieści Janeczki, skoro Maryśka ma łeb mokry, aż kapie a Janeczka suchuteńki jak pieprz. Nieważne.
-"Wracasz jeszcze do basenu?" - zapytała z przeczuciem, że wizja spokojnego wypicia kawy odeszła w niebyt.
-"Nieeeeeee. To znaczy nie teraz" - dodała szybko widząc zabijający wzrok Matki - "A zobacz, Maryśka pije wodę z basenu!!!" - zmieniła natychmiast temat.
-"Piję, aje zajaz wypjuwam!!!" - oburzył się Potworek.
MiaUżon nadciągnął z kawą, położył podkładeczki na nowiutkim stoliczku kawowym i juz, już z Matka opadali na fotele, kiedy z basenu doszło podejrzane pokasływanie.
MiaUżon podążył za głosem i skomentował to jednym słowem:
-"@%$#@$!!!"
-"A co tam?" - zainteresowała się Matka
-"Zakstusijam siem! - doniosła Maryśka dumna z nowego słowa.
-"A szaszłyki pływają w basenie!" - dokończył MiaUżon i wystawił Potworka na trawę sam udając się po wiadro.

Kawa miał zimną, ale za to mamy najbardziej podlaną trawę na całym osiedlu...
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5