| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
Księga gości
Było kiedyś - toplista Potworów
Koniecznie tam zajrzyj!
Czytane na bloxie
Czytane na onecie
Przepisy Matki Polki
Skracam drogę
Zaglądam
Popatrz...
poniedziałek, 18 stycznia 2010
Marka a duży kłopot

Małe dzieci - mały kłopot? Matka potwierdza. Duże dzieci - duży kłopot? Matka nie wie. Ma dziecko małe oraz NieWiadomoJakie. Ni pies, ni wydra - lat dwanaście i pół. Mógłby ktoś Matkę uprzedzić, że dorastanie dzieci przebiega skokowo! I to wcale nie są miłe skoki.
Matka siedziała mianowicie kilka dni temu  i dłubała coś zawzięcie na strychu, kiedy usłyszała gorąca dyskusję na dole - Janeczka tłumaczyła coś MiauŻonowi, a głos miała coraz bardziej płaczliwy. W końcu ryknęła i zamknęła się w łazience, więc Matka postanowiła wkroczyć do akcji. Mało było prawdopodobne, żeby dowiedziała się czegoś więcej niż MiaUżon od ukochanej córeczki tatusia, ale ciekawość była silniejsza od pewności.
- No i co tam słychać w szkole? - zagaiła łypiąc na Potwora, który odwróciwszy sie szybko smarkał w chusteczkę i wydawał dźwięki typu "Ihyyy, ihyyy, hyyy".
- Nihyhyhyc! - powiedziała  Janeczka i wrzuciła wsteczny.
Matka założyła szybciutko blokadę na drzwi, czyli zapchała je własnym ciałem i zaatakowała znów.
- Przecież widzę - Niestety nie był to atak szczególnie wyrafinowany, ale Matki w godzinach popłudniowych nie stać już na strategię Aleksandra Macedońskiego.
Potwór wykonał piruecik, ale zauważył, że Matka zapuściłą korzenie aż do piwnicy i nie ma rady, trzeba puścić parę.
- Pokłóciłam się z Dorotą! - Palnęła Janeczka - I jeszcze z Sonią!
Uuuuuuuu. Niedobrze. Sonię pal licho, ale Dorotka? Ulubiona koleżanka Potwora? Imieniny, urodziny i niedzielne popołudnia? Matka przyzna się bez bicia, że nie przepada za tą przyjaźnią, bo dziecię należy do rodziny mocno uposażonej i zwraca baczna uwagę na cudze finanse. Dwie terenówki, willa podmiejska itp. Nie, żeby tam Matka miała szczególnie gorzej na pierwszy rzut oka, ale dochody rodzinne są bez dwóch zdań nieporównywalne. Co prezent dla Dorotki, to stres dla Matki. Wielka encyklopedia dla młodzieży.
- Dziekuję Ci Janeczko, jaka piękna książka, na pewno mi się przyda w szkole! - rozpłynęła się Dorotka.
- Podobno przyniosłaś Dorotce najbardziej obciachowy prezent na świecie? - zasyczały następnego dnia koleżanki w klasie.
- Jak mogłaś mi dać dla niej książkę? - załkał Potwór, a Matce nóż otworzył się natychmiast w kieszeni, bo przypomniała sobie ile wydała na nią kasy.
Po roku (Potwór nie wybił sobie znajomości z głowy mimo podstepnych starań Matki) Janeczka zaniosła koleżance naszyjnik. Ze sklepu. Wszak o metkę chodzi. Srebro, kształt, kamyczki - wszystko na czasie. Koleżanka się ucieszyła, inne dziewczynki też zbladły. W porządku? Nic podobnego!!!
- Janeczko, bardzo ładny wisiorek, ale czemu przyniosłaś Dorotce tylko JEDEN prezent???
Potwór coś zrozumiał? Ale! Groch o ścianę, pukanie w bambus, dalej najlepsza koleżanka!
A Sonia? Nieeeeeeeee. Janeczka raz była na imprezie, ale podejrzewa, że MiaUżon podwiózł ją pod willę z basenem zbyt obciachowym, sześcioletnim wtedy samochodem. Na jednym razie się skończyło. Sonia ubrana jest zawsze w najnowsze kolekcje, posiada gadżety NICI i różne inne, proszę wybaczyć, Matka się na tym nie zna. A niech ma co chce.
Dość, że koleżanek w klasie jest tylko kilka, jakoś ze sobą trzymać się muszą.

- To o co w końcu poszło? - Matka postanowiła trafić w sedno, bo futryna wbijała jej się w pokłady bożonarodzeniowego sadła.
- Dorotka i Sonia powiedziały, ze ja dlatego się chcę z nimi przyjaźnić, bo one mają pieniądze, a ja nie! - Potworowi znów popłynęły łzy jak groch. - I nie mam markowych ubrań, więc do nich nie pasuję!

Aaaaaaaaaaaaaaa....o to chodzi! Już w tym wieku? Szósta klasa? Matce wydawało się, że to problem gimnazjalny, ale widać dzieci  szybko dorastają! Pytanie ile w tym winy rodziców? Chyba dużo, prawda? Wychować dziecię w kulcie znanej marki i zakupów w galeriach - bezcenne! 
Póki co Matka ma ferie, ale zamierza przeprowadzić mimochodem kilka rozmów. I nie będzie dalej kupować markowych ciuchów. Potwór nawet nie wie, że zawsze je miał i ma. Bo nosi ubrania po kuzynce z Holandii, która ma wszystko z firmowych sklepów - dzięki temu wszystko wygląda jak nowe. Nie rozciąga się, nie spiera, ale też nie ma metki takiej, jak Dorotka i Sonia! Ma inną, ale dziewczynki jej nie znają. Makabra!!!
Matka pamięta jedną, śmieszną rzecz ze studiów z czasów komuny. Jej koleżanka załatwiała skądś podróbki metek Wrangler i przyszywała sobie do swetrów, podkoszulek, bluzek itp. Od wewnątrz oczywiście. Na zajęciach rozbierała się i wieszała ubranie na krześle tak, żeby metka była widoczna. Wszyscy pukali się w czoło, ale teraz Matka wie, że koleżanka wyprzedziła epokę!!!
Nie, nie bedzie wszywać metek Potworowi. Ma nadzieję, że ten spotka w gimnazjum inne towarzystwo, choć problem raczej chyba się pogłębi... Tu Matka szczególnych złudzeń nie ma. Oby Janeczka nauczyła sie gwizdać na to wszystko!!!

A tymczasem Matka zaczęła ferie, problem odsunął się na dwa tygodnie i jest chwilowy spokój.  Zaś na drugim blogu regularnie pojawia się coś nowego, bo Matka zamierza naprodukować biżutów do bólu. Jak wakacje, to wakacje!

środa, 22 października 2008
Wychowanie do życia w rodzinie - po raz pierwszy

-"Mamo, w jakim wieku ma się okres?" - zapytała znienacka Janeczka, kiedy Matka jednocześnie otwierała drzwi, przytrzymywała teczkę, upuszczała zakupy i padała na pysk. Środy już takie są.
-"Wiesz..." - zadumała się Matka i szybko przeliczyła, że Potwór ma dopiero jedenaście lat -"...masz jeszcze trochę czasu!"
-"Aha!" - Janeczka namarszczyła się próbując dodać do jedenastu "trochę" i chyba niekoniecznie jej wyszło -"A wtedy trzeba kupić podpaski?" 
-"Trzeba" - odrzekła Matka szarpiąc się z drzwiami. Trochę popadało i napuchły cholery.
-"A skąd wiadomo jakie mają być?" - Potwór nie dawał za wygraną. Co go tak przypiliło? Żadna koleżanka w klasie okresu jeszcze nie ma.
-"Najlepiej zapytać kogoś, kto ma w tym względzie doświadczenie" - Matka zawachlowała wymownie klapami przed Janeczką - "Na przykład swojej mamy!" 
-"A, no pewnie!" - rozpromienił się Potwór i kamień spadł mu najwyraźniej z serca - "A czym te podpaski sie różnią?"
No kurka wodna, Matka nawet rozebrać się nie mogła.
-"Na przykład firmą..." - tu Matka zastanowiła się, a Potwór zamarł w bezruchu spijając każde słowo z jej ust -"kolorem opakowania...ceną..."
-"Aaaaa.... ceną..." - powtórzył bezwiednie i znów zakombinował - "A wielkością?  Różnią się też WIELKOŚCIĄ???"
-"Oczywiście!"- Matka rzuciła zakupy na stół i ucieszyła się niezmiernie, że Janeczka ja wyręczyła w myśleniu  -"Podpaski najbardziej różnią się właśnie wielkością!"
-"Wiedziałam!" - klasnął w ręce Potwór  i dodał konspiracyjnie -"Wiesz, ja to na razie nie potrzebuję, ale jakby coś, co pamiętaj, żeby mi kupić na metr pięćdziesiąt cztery!"

środa, 20 sierpnia 2008
Jedenaście
Całe jedenaście. Lat. Kończy dziś Janeczka.
Matka poczeka jeszcze godzinę i zadzwoni z życzeniami na kolonie, bowiem kontakt telefoniczny jest mozliwy tylko między 14.00 a 15.30, co skutecznie podobno eliminuje wszelkie histerie całodzienne u niektórych. Zresztą Potwór jak na razie zachwycony jest niezwykle i Matka ma nadzieję, że tak już zostanie.
To nie do wiary. Jedenaście lat? 154 centymetry wzrostu i laczek numer 39!
Czas leci...
A jutro Matka kończy lat znacznie więcej.
Pan od piekarnika wczoraj wkurzył ją tak skutecznie, że prawie by zapomniała! Nie tylko pojawił się, kiedy Matka wsadzała nogę do samochodu, a Potworek był już przypięty, nie tylko nie zadwonił i się nie umówił, ale przywiózł jakiś czujnik, który niepotrzebnie wymontował do sprawdzenia i było prawie pewne, że to nie on. Skasował Matkę nie posiadając reszty do wydania, co pewnie by ją zdenerwowało ostatecznie, gdyby nie cena, jaką rzucił za wymianę modułu sterującego.
720 złotych polskich.
Matka pożegnała pana, bo akurat nie miała luzem takiej gotówki na drobne wydatki. Nie, nie wie co dalej. I póki co nie myśli.
I bardzo się cieszy, że odpowiednio wcześniej nabyła sobie drogą kupna, po licznych konsultacjach ze znajomymi, którzy są pasjonatami przez wielkie P pewną rzecz, którą ostatnio dostała od rodziców trzydzieści lat temu. Wspominała już.
Nie powie, żeby wygląd tej rzeczy ją porażał, ale teraz takie są i basta.
Tak, czy owak podjęła decyzję męską przy średniolekkim sprzeciwie MiaUżona (zazdrosnego bez dwóch zdań) i pojutrze odbierze przesyłkę od kuriera.
A co to?
A dokładnie TO!
niedziela, 04 maja 2008
Sprawa mocno notarialna :-)
Matka chyba będzie chyłkiem przemykać pod murem za to swoje niepisanie na blogu. No bije się w piersi, bije. Przyznaje. Ale tak nie za bardzo, bo biega z piórem pawim zatkniętym, jak to na przełomie kwietnia i maja. Pięćset wielkich klasówek, jedna gorsza od drugiej, aż sie czytac nie chce, siedemset prac domowych i jeszcze matematyka Potwora, której Matka niemal nie łapie.
-"Spakowałaś mnie już na Zieloną Szkołę?" - do Matki dobrze ukształtowanych uszu doszło jęczenie Janeczki.
Prawda, ta nieszczęsna zielona szkoła! Potwór jutro wybywa na całe czetry dni do Ustki i ma całą listę rzeczy absolutnie niezbędnych.
-"Muszę mieć nieprzemakalne buty!" - znów zakłócenia w uchu. Odkąd Matka pakowała nocą Janeczkę na kolonie i ujrzała dwie dziury w podeszwach adidasów, które Potwór pracowicie wyorał swoimi dużymi paluchami w miesiąc, sprawa obuwia stała się absolutnie priorytetową.
-"Leć obejrzyj podeszwy!" - zarządziła Matka, a MiaUżon równie przestraszony pognał posłusznie.
-"Nie ma dziur!" - obwieścił bardzo zadowolony i postawił przed Matką piwo. Czarne. Matka tylko takie pija i wyłącznie w dni wolne, któe podobno właśnie się kończą.
-"Ale adidasy są z wstawkami z materiału. Jak będzie lało to kaplica!" - podrapała się w głowę Matka -"Skocz na strych, tam są buty, co jej kupiłam rok temu i się w nich topiła"
-"To po co kupowałaś?" - wywalił oczy MiaUżon.
Mężczyźni nie zrozumieją logiki kobiety. Jeśli Matka zobaczyła biało-różowe adidasy (no wiadomo, że nie prawdziwe, tylko jakieś takie inne), ze skóry ekologicznej dobrej jakości, w promocji za 49,99 złotych polskich i mogly być za duże, ale na pewno nie za małe, to co zrobiła? No jasne, że wzięła! W końcu Potworowi noga co najwyżej urośnie, ale się raczej nie skurczy!
-"Na zapas!" - skwitowała sprawę Matka -"Niech Janeczka przymierzy, czy teraz nie będa przypadkiem dobre!"
MiaUżon zniknął na strychu, skąd dochodziły co jakiś czas odgłosy spadania różnych twardych przedmiotów i wdzięczne przeklinanie.
-"Mam!" - przed Matką spadła reklamówka z obuwiem.
-"Psiakość, chyba jednak ciągle będą za duże" - sapnęła Matka wsadziwszy but na swoja nogę rozmiar czterdzieści - "Tylko trochę mnie cisną"
I zaraz sobie pomyślała, że będzie musiała jechać swoim półrocznym objazdem, dzięki któremu bulą z MiaUżonem po 300zł więcej miesięcznie za benzyne, ropę czy inny gaz i to na jeden samochód. Jechac do jakiegoś hipermarketu po kolejna parę butów.
-"O, moje nowe buty???" - przd Matką wyrósł Potwór niczym duch i czym prędzej natknął różowe cuda na ustopienie.
-"Przesuń nogę do przodu, ja zmierzę ile tam zostało miejsca." - i Matka wsadziła paluch do buta. Ledwo wlazł.
-"Popatrz ty!" - zdumiała się Matka -"Prawie, prawie, tyle za duże to mogą być!"
I zaraz porachowała swoje buty w szafie. Nic nie zamierza pożyczać!!! Jeszcze tylko jeden numer, jeden numer!!! I bez dwóch zdań za chwilę Potwór przekroczy magiczna czterdziestkę... No co jak co, ale Matka w wieku lat dziesięciu z hakiem to takich laczków nie miała!!!
-"A ty pamiętasz, co mi obiecałaś?" - rzucił niedbale Potwór wykonując rundkę honorową skrzypiąc nowymi podeszwami.
Matka nie musiała się nawet za bardzo zastanawiać o co Potworowi chodziło.
Bo kiedyś Matka nabyła sobie szpilki na zjazd klasy. Takie średnio wysokie, żeby jej nie zemdliło i nie złamała nóg w kostce z pięciokrotnym przemieszczeniam. To jeszcze nie koniec. Szpilki miały kolor tak nieprawdopodobnie wściekle różowy, że Matka nazwała je butami służącymi do niczego. Czemu takie? Bo miała takie kwiecie na bluzce i jej pasowały do letniej imprezy. I były wygodne, i w ogóle.
-"Ty to chodzisz w tych butach?" - zapytała ongiś Matkę Janeczka, kiedy różowy rzemyczek wysunął sie spod komody, a dziury w podłodze sypialni Matki świadczyły niezbicie, że ktoś w tych butach tam ostro się przechadzał. I na pewno nie Matka!!!
-"Tak czasem..." - mruknęła Matka asekuracyjnie - "A co?"
-"Bo ja to bym miała prośbę..." chrząknęła Janeczka niepewnie i puściła z uszu maleńki, żółty dymek zalatujący siarką.
Oho! Coś się święci!
-"Słucham?" - Matka spojrzała podejrzliwie i spode łba.
-"Czy ty byś mogła te różowe szpilki..." - Potwór rozejrzał się rozpaczliwie w poszukiwaniu odsieczy, która nie mogła jakoś dojść -"te szpilki, no...zapisać mi...w testamencie?"
czwartek, 17 kwietnia 2008
Zapachy wiosny
Matka wreszcie doczekała się ulubionej pory roku.
-"Popatrzcie, jakie piękne forsycje!!!"- Potwory słyszą codziennie to samo i przyznać Matka musi, że rozglądają się z przyjemnością.
-"A tutaj śnieg popadał!!!" - zauważył przytomnie Potworek, kiedy Matka przemykała przez las, na którego skraju kwitły jak oszalałe jakieś dziczki owocowe.
-"To kwiaty na drzewie, baranie!" - wyjaśniła życzliwie Janeczka, a Matka zazgrzytała po cichu. Czasem juz zamyka paszczę, bo wióry leciałby na okrągło.
-"Przecież wię!!!" - Maryśka puściła małą pianę, bo w końcu młodszy Potwór zaczął się buntować przeciwko starszemu.
Matka odpuszcza. Kreskówki plują słowami takimi, że Bolek i Lolek by padli trupem natychmiast. Swoją drogą Matka jest ciekawa jak by mówili, gdyby dorośli zrobili wersję z tekstem dla siebie :-))
-"I popatszcie jak pięłnknie oświetlone są domki!" - Potworek zmienił temat. Tu Matka spuchła z dumy, bo sama bardzo lubi, kiedy zachodzące słońce oświetla białe domy za rzeką, najlepiej jeszcze po jakimś deszczu. Pokazywała to nie raz, nie dwa Potworom i jak widać zwracają na to uwagę.
-"I taka ładna rhóżowa chmuhrka!" - Maryśka wypatrzyła maleńki obłoczek na niebie.
Ech, wiosna! Matka rozmarzyła się. Nareszcie zniknie brud i szarość. Drzewa w sadach kwitną na biało i na różowo, a Matka przejeżdża codziennie obok, więc napatrzeć się nie może.
-"Rozglądajcie się, rozglądajcie, bo za dwa, trzy dni nie bedzie śladu po kwiatach!" - i Potwory posłusznie kręcą głowami naokoło.
-"Nareszcie wieczorem z lasu pachnie" - pomyślała na głos Matka, która przepada za takim wilgotnym zapachem mchu.
-"I ptaki rano pięłnknie śpiewają!" - dodał Potworek. Faktycznie - drą dzioby od kilku dni, a to dopiero początek. Dziś rano Matka słyszała na przykład coś słowikopodobnego, ale ładniej śpiewającego.
-"I jak tu pachnie!" - Maryśka zatrzymała się przy Matki niezbyt okazałych hiacyntach, które rzeczywiście roznosiły woń słodką jak miód.
-"Ja tam nic nie czuję!!!" - Potwór przystanął i skrzywił się.
-"No coś ty, przecież pół ulicy pachnie naszymi kwiatami!" - Matka nie ukrywa, że zdumiała się mocno.
-"Nie czuję i kropka!" - i Janeczka z chrzęstem weszła do domu.
Trudno. Może Potwór ma zapchany nos, a może nie bierze całego świata na węch, jak Matka z Potworkiem? Obie nie ruszą żadnego jedzenia, dopóki nie wsadzą w nie nosa i nie powąchają. Nawyk wdrukowany.

Matka rzuciła zakupy i weszła na górę przebrać się w domowe rzeczy, co już czyniły od dłuższej chwili oba Potwory.
-"Janeczko, otwórz okno, bo tu zaduch jest okropny" - zarządziła Matka uchylając wszelkie otwory, żeby wpuścić świeże powietrze.
-"Już, już" - zamruczał niezadowolony Potwór i złapał za klamkę okienną-"Ojej! Jak cudownie pachnie!!!"- i zamarł z nosem na parapecie.
No wreszcie! Wreszcie zapachy wiosny dotarły do Potwora i obudziły romantyzm w jego duszy. Matka odetchnęła z ulgą, że ma normalną córkę. To pewnie nasza morela! - pomyślała sobie, bo drzewko w tym roku wyjątkowo ładnie kwitło tuż pod samym oknem.
Janeczka dalej wciągała zapachy wiosny wisząc do połowy za oknem.
-"No dobrze, a jak myślisz, CO tak pachnie?" - chytrze zapytała Matka.
-"Nie jestem pewna..." - rzucił Potwór w głąb pokoju i szybko, z lubością znów wystawił nos za okno -"...ale ktoś musi piec albo karkówkę, albo raczej schab!!!"
czwartek, 21 lutego 2008
Black and white
Matka przypomniała sobie czasy, kiedy w każdą sobotę normalnie się chadzało do szkoły. Potem było jakoś tak, że chodziło się bodaj w jedną sobotę, bo była pracującą i nazywaliśmy ją szóstkiem. Ale jak wtedy wyglądał plan lekcji, to Matka nie pamięta za nic.
Wie jednak, że sobotni wieczór był najprzyjemniejszym momentem całego tygodnia, zaś w niedzielę nie myślało się już o niczym innym, jak tylko o koszmarze poniedziałku. Matka ma nawet wrażenie, że w kwestii niedzieli niewiele się w jej życiu zmieniło...
Teraz zaś najprzyjemniejszą chwilą są wieczory środowe. Matka przychodzi ze szkoły wypluta do cna, bo dzień jest mocno intensywny, a najbardziej rozrabiające klasy są na siódmej i ósmej godzinie, więc Matka ma wrażenie, że idąc do samochodu rzuca na ulicę swój cień z wbitym jakimś długim i ostrym przedmiotem w plecy. Na wszelki wypadek się nie ogląda...
Za to w czwartek odwozi Potwory do szkołoprzedszkoli i wróciwszy uwala się przy stole i wypija spokojną kawę ze śmietanką. I gdyby lubiła, to by głośno siorbała, ale nie lubi. Czyta sobie za to gazetę, myje kubek i idzie do swojej roboty - czy to obraz, czy kolczyki, nieważne. Jest cisza, spokój i warunki do pracy.
Trudno powiedzieć kiedy Matka przeżywała ostatnio wspomniane błogosławione chwile, bo przecież Potwory chorowały naprzemiennie bądź wspólnie od jakichś sześciu tygodni i Matka miast nad kawą pochylała sie raczej nad własnym grobem ze zgryzoty. W końcu jednak nadszedł moment, kiedy oba wróciły do placówek, Matka odbębniła pracowicie trzy dni, przygotowała jeden z pięciu egzaminów klasyfikacyjnych, które musi przeprowadzić dzieciom (jutro pierwszy) i zarządziła umówienie majstrów do rolety zewnętrznej, która była tak niezwykle uprzejma, że się zerwała pogrążając kuchnię w egipskich ciemnościach na półtora tygodnia.
Plan był chytry - umówić majstrów na dziewiątą. Wtedy MiaUżon zmuszony będzie odstawić rano dzieci do miejsc pobierania nauki, a Matka bedzie się wylegiwać do całej wpół do ósmej!!!
I tak się stało. Matka o szóstej dopilnowała Potworka, żeby się umył i ubrał, Potwór w tym czasie posłał łóżko i zszedł na dół, zaś Matka dopełniwszy obowiązków padła na wyro, dojrzała, że jest szósta dwadzieścia i ma całą godzinę i dziesięć minut na kolorowe sny. Nie, Matka zapomniała, że ma czarno-białe. Dobra, niech i takie będą.

I przyśniła się Matce zreperowana roleta . Matka sobie ja podciągała i opuszczała. Podciągała i opuszczała. A roleta z delikatnym szumem wpuszczała piękne, słoneczne światło do mieszkania, które napełniało się odcieniami szarości i zapachami pierwszych wiosennych kwiatów. Za oknem ćwierkały ptaki, czarny kos skakał po gałązkach,w oddali przeltywały białe sójki.
Po moreli, która rośnie u Matki w ogrodzie przebiegła czarno-biała wiewiórka.
-"Stuk, stuk, stuk, stuk!" - zapukała głośno obcasami.
Matka przyjrzała się zwierzątku z niedowierzaniem.
-"Stuk, stuk, stuk!" - wiewióra waliła obcasami coraz głośniej.
-"Weź no wstań!" - powiedziała w końcu Matce prosto do ucha - "Wstań szybko, bo wróciłem spod samej szkoły. Janeczka rzyga!!!"

A Matka tego dnia nic już więcej nie zrobiła...
Tylko panowie przybyli i wpuścili światło do kuchni zreperowawszy roletę.
I szczęście wiewióry, że jej nie było na moreli!!!
środa, 30 stycznia 2008
Hasło dostępu
Matka podejrzewa, że zanim ferie się skończą - eksploduje. Może również wyjść ze skóry, stanąć obok i zrobić piruecik.
Czy to jest możliwe, że Matka na te ferie czekała? W ŻYCIU!!!
Chce do pracy!!!
Bo wszystko zrobiło się pod górkę.
Co chwila trzeba Potworka gonić, żeby wytarł nos, odkaszlnął, odklepnął i tak dalej. Starszy Potwór był tak solidarny, że się częściowo zaraził. Smarka, pokasłuje, ale jakoś tam jest. Co wcale mu oczywiście nie przeszkadza naparzać się z Maryśką z dowolnego powodu lub bez.
-"Bo ona na mnie kaszle i kicha!" - Janeczka zawsze ma jedną odpowiedź.
Matka nie wątpi, że Potworek kicha, sama tego doświadcza i już też rzęzi. I nic nie udaje jej się zrobić!
-"Internet na dole nie chodzi, idę na strych!" - zapowiedziała wczoraj Matka, która pilnie musiała coś kupić, a strona jej się wieszała. No wiadomo - znów musi zadzwonić do TPSA, że jej 1 mega chodzi z szybkością dokładnie dwadzieścia razy mniejszą. Oddadzą jej jakieś grosiki i powiedzą, że ma przeciążone łącze. Tyle. Kiedy? Nie, proszę pani, nie wiemy kiedy to ruszy. Bandyci!!!
Matka pełna wewnętrznego wkurzenia wlazła więc na strych, gdzie w dalszym ciągu nigdzie nie daje się dojść, poza starym komputerem.
Włączyła maszynę i wylogowała Janeczkę, żeby wejść na swój profil zwany administratorem, na którym zainstalowała sobie Operę, jako, ze do IE czuje niechęć odurodzeniową niemal. Wklepała więc "administrator" i wcisnęła enter, jako że musiałaby zwariować, żeby zakładać sobie we własnym domu jakiekolwiek hasło.
I wtedy to bydlę szare - komputer - napisał jej, że hasło nie jest takie, jak on by chciał. Matka zbaraniała. No przecież nie oszalała i dobrze pamięta!
Jeszcze raz. Znów bydlę napisało!
Matka metodą blondynki wyłączyła komputer, włączyła - dalej chce hasło!!!
No żeż kurka wodna. Z bydlęcia korzysta Matka i Janeczka.
-"JANINA!!!" - Matka ryknęła tak, że sie przesunął monitor. Bynajmniej nie płaski.
-"Janeczka wyszła pszeciesz nadfóhr!" - zza pleców Matki wyrósł niespodziewanie Potworek i opluł ją charytatywnie kaszlem.
Matka zazgrzytała. Zaraz zje jej koszyk zakupów i będzie musiała cyrkować dwie godziny od początku. O, nie!!!
-"Nie wiesz, czy Janeczka nie grzebała mi tu przy komputerze?" - spytała Matka Maryśki z rozpaczą.
Potworek zrobił minę, którą w każdym języku określa się jako "Nic nie wiem i nie chce mi się nawet specjalnie wiedzieć". Jasne. Matka postanowiła uruchomić wszelkie rezerwy pamięci - może jednak założyła hasło?
Osiem prób poszło na marne. Jednak nie.
Ale, ale! Janeczka kiedyś, het, prosiła Matkę, żeby zajrzała do komputera (ciągle przecież MATKI komputera!!!)i naprawiła jej internet. Potwór namieszał coś w połączeniach i chcąc nie chcąc musiał zdradzić hasło. Ale kiedy to było!
"JESIEN SREDNIOWIECZA" - wklepała Matka logując się jako Janeczka.
-A-KU-RAT!!! - pomyślał sobie komputer.
Matce coś ta jesień chodziła po głowie. Wypróbowała dziesięć wariantów jesieni, aż bang! Przypomniało jej się!
-"JESIEN2007" - wystukała. Czas mijał.
-"Goń się" - to komputer.
No teraz to już niemożliwe. Czyżby Potwór dokonał jakiejś finezyjnej modyfikacji w związku z porą roku?
-"ZIMA2007" - Matka wklepała radośnie.
Nic a nic. A może...?
-"ZIMA2008" - ostatnia szansa.
Rozbrzmiały fanfary!!! Pulpit rozbłysł znaczkami H2O - Potóąr zrobił wieś tańcząca i śpiewającą, ale Opery nie miał i mieć przecież nie mógł.
No jak się teraz okaże, że jednak grzebał w Matki ustawieniach to polecą pióra!
"Administrator - zima2008" - spróbowała Matka bez specjalnej nadziei.
"Bang, bang, bang!!!"
"Biednyś Potworze..." - zdążyła pomyśleć Matka i skończyła w ostatniej chwili zakupy. A potem zapomniała o sprawie, dzięki czemu Potwór przeżył wieczór szczęśliwie i beztrosko.
-"Juro zawieź Janeczkę na ulice TakąaTaką, pójdzie po południu z Joasią do kina na Asterixa, a mama Joasi potem ja odwiezie.
Matka uradowała się, bo oznaczało to chwilę ciszy w domu - Potworek bawił się sam zawsze fantastycznie i Matka mogła w tym czasie przenieść dwie albo i trzy góry.
Dzisiejszego ranka Matka zadzwoniła więc do przychodni, zamówiła numerek do Potworkowego lekarza i zapakowała Potwory o umówionej godzinie do auta.
-"Oczywiście pamiętasz, gdzie Joasia mieszka?" - zapytała Matka Potwora, który jeździł tam już kilka razy.
Janeczka spojrzała na Matkę z niemą rozpaczą.
-"Yyyyy" - wystękała - "Nie bardzo..."
Kurka wodna!!!
-"A adres znasz?" - Matka chwyciłą się namydlonej brzytwy.
Potwór znał, ale nic to Matce nie dawało - Joasia mieszkała w dzielnicy willowej, która byłą wielka i Matka tam nigdy nie bywała.
-"Tato powiedział, żebyś wzięła nawigację, to trafisz!" - przypomniało się Potworowi.
Nie byo wyjścia. Matka na podróż wewnątrz własnej GigantycznejMetropolii musiałą wziąć nawigację w palmtopie, która nabyła dla MiaUżona pod choinkę.
Czas uciekał. Matka podjechała do bankomatu, wybrała gotówkę, żeby Janeczka miała na kino i tuż przed umówioną godziną odapliła palmtopa.
"Hasło" - napisał ten łobuz, a Matka mało się nie katapultowała z samochodu.
Po jaki grzyb ustawiać w palmtopie hasło??? Jak go rąbną, to i hasło nie przeszkodzi!!!
-"Matko słodka, nie zdążę do lekarza, jakie tam jest do cholery hasło???" - Matka autentycznie miała dość - "Nie pamiętasz na pewno, gdzie Joasia mieszka?"
Potwór siedział cicho jak myszka. Nie pamietał za nic. No jasne, w końcu MiaUżon wiózł mu kuper.
Matka wsadziła palmtopa do pokrowca, wcisnęła gaz do dechy i pomknęła w kierunku, który wydawał jej się dobrym. No przecież po prostu zapyta!!! Jak zwykle!
Ale w połowie drogi Janeczka postanowiła podzielić się z Matką złotą myślą, która spowodowała, że Matkę trafił jasny szlag na miejscu a pióra słały się na poboczu gęstym kożuchem aż pod dom Joasi (odnaleziony dzięki jednemu pytaniu zadanemu młodemu człowiekowi na chodniku).
A na Matkę nic gorzej nie wpływa niż dobre rady i złote myśli podsuwane wtedy, gdy Matka ich nie chce. I wtedy Matce się wszystko przypomina od Adama i Ewy, a przynajmniej od POPRZEDNIEGO WIECZORU.
-"Wiesz..." - chrząknął mianowicie Potwór z tylnego siedzenia -"...ja tak sobie myślę, że dorośli to wymyślają do swoich urządzeń hasła takie DOŚĆ skomplikowane. Mogłabyś spróbować na przykład wklepać w tego palmtopa ZIMA2008..."
czwartek, 25 października 2007
Matematyka po czasie
Matka dogorywa po nocnych atrakcjach. Od pierwszej w nocy nawiedział ją regularnie rotawirus, dzieki któremu spędziła upojne chwile w łazience, podczas kiedy rodzina smacznie sobie spała.
-"Ty wiesz?" - MiaUżon wrócił rankiem z przybytku - "Koło sedesu stoi kubeł na śmieci, a wszystko jest wyrzucone do reklamówki!""
-"Nic innego nie miało odpowiedniej pojemności" - wyjaśniła łamiącym się głosem Matka, bo mdliło ją sakramencko.
-"A coś się źle czujesz?" - zainteresował się MiaUżon.
-"Owszem i poproszę cię o odwiezienie Janeczki do szkoły, bo ja nie dam rady" - Matka naprawdę czuła sie podle, jak nigdy dotąd. Dowiezienie Potwora do szkoły i powrót trwa lekko licząc czterdzieści pięć minut, czyli szanse na to, żeby samochód, tudzież Matka wyglądali tak samo po powrocie były żadne.
Janeczka wylądowała więc w szkole o siódmej rano, ale na szczęście w świetlicy, mogąc się pouczyć do dzisiejszej klasówki.
-"Przepytasz mnie?" - zapytała wczoraj, a Matka była jeszcze całkiem, całkiem na fleku. Zapuściła żurawia do ksiązki i zeszytu, co natychmiast uświadomiło jej, że matematyka jest nauką trudną.
-"To wy już macie potęgowanie?" - zdumiała się Matka
-"No przecież!" - prychnęła Janeczka -"Sprawdź, czy dobrze robię rozwinięcie"
-"Roz-wi-nię-cie?" - Matka powtórzyła jak papuga, po czym udawała, że się zna.
Czego te dzieci się teraz uczą???
Albo raczej - czemu Matka ma tak krótką pamięć?
I nie wie, jak też matematyka pójdzie Janeczce, bo ta pracuje szybko, ale niedokładnie i przynosi większość czwórek.
-"A tak w ogóle to chciałam cię poinformować..." - rzekł Potwór na odchodnym - "że jeśli chodzi o moje zęby, to ruszają mi się trzy czwórki, w tym jedna piątka!"

No to teraz Matka juz jest całkiem pewna - za jej czasów matematyka wyglądała całkiem inaczej...
piątek, 19 października 2007
Zielnik z wirusem cz.II
c.d. Matka podjechała więc pod swoją starą szkołę, bowiem na ulicy z tego, co pamiętała były jakieś kasztanowce i miała złudną nadzieję, że nie będą leżeć w całości na ziemi. Leżały. W strugach deszczu.
Matka zanurkowała w liściach ku uciesze młodzieży podążającej spiesznie do szkoły. Co wzięła w rękę liść - wszystkie jego części zostawały na ziemi a w łapsku Matki tkwił romantyczny niebywale ogonek.
Jesion - to samo - oblatywał natychmiast.
Tylko jakiś jarząbek był przyzwoity, ale jaki, to Matka nie pamiętała, więc czekało ją upojne przebijanie sie przez przewodnik po drzewach i krzewach.
-"Jadę na cmentarz!" - postanowiła Matka i tak zrobiła.
I wydawało jej się, że tam jest drzew a drzew...
Było.
Klonów.
I kasztanowców.
A Matka chciała znaleźć jawor, tylko nie wiedzaiała dokładnie jak wygląda. Pewnie i był, ale że Matka omijała wszelkie klonowate, to i on się podłączył jako mocno podobny.
Za to Matka znalazła glediczię i sie bardzo ucieszyła. Nawet długaśny, szblowaty owocnik wzięła i teraz na niego patrzy, bo Janeczka zapomniała go wziąć do szkoły.
A potem Matka wróciła do domu co i rusz tarasując ulicę, bo stawała na poboczu, wyłaziła w deszczu i grzebała pod drzewami.
Oj, coś jej się wydaje, że ten zielnik to mógł być zadany na poczatku września, kiedy liście mają normalny kolor i nie rozpadają się na kawałki...
Jeszcze napadła las pod domem z nadzieją na jakiś wiąz czy grab, ale faktycznie poza dębami i grochodrzewami - zwanymi niesłusznie akacjami - nic nie było.No, może sosny, ale te pod liściate nie podchodzą...
A potem Matka zaczęła prasować towarzystwo, które śmierdziało niemiłosierne, co jednak nie przeszkadzało zahibernowanej Janeczce. Leżała jak betka i nie ruszała żadną kończyną, ani klapą oczną.
Matka wsadziła liście w książkę, przytłukła nalewką w wielkiej butli i zaczęła poszukiwania kilku gatunków najpierw w przewodniku, potem też w internecie wspomagając się koleżanką - biolożką.
-"Słuchaj, wygląda jak dąb, ale piękny i czerwony, i taki zaostrzony na końcach falek!" - opisywała Matka obrazowo.
-"Zaraz, zaraz, czekaj, wiedziałam..." - szeleściłą kartkami koleżanka -"Mam! Dąb szkarłatny!"
-"No co ty mówisz, to też dąb?" - dziwiła się Matka, wrzucała w internet i faktycznie!
A wieczorem posadziła słaniającego się Potwora, który machnął koślawą stronę tytułową i wypisał wszystkie gatunki znalezione bądź wycyganione od sąsiadów (z ich ogródków) przez Matkę, łącznie z datą i miejscem zebrania. Matka obawia się, że dzieci będą to miały ślicznie wydrukowane z komputera, ale nie ugięła się nawet pod groźbą zarażenia się wirusem. Rękodzieło ma być i kropka!
I tak Potwór zaniósł do szkoły liście:
1.Kasztanowca pospolitego.
2.Klonu zwyczajnego
3.Klonu polnego (też ładny, ale mniejsze liście i takie zaokrąglone!)
4.Klonu jesionolistnego (ale śmieszny!)
5.Jesionu wyniosłego
6.Lipy wąskolistnej
7.Brzozy brodawkowatej
8.Topoli czarnej
9.Dębu szypułkowego
10.Dębu szkarłatnego
11.Miłorzębu japońskiego(tak, tak!)
12.Jarząbu szwedzkiego
13.Jarząbu pospolitego (jarzębiny)
14.Grochodrzewu (robinii akacjowej)
15.Glediczii trójciernistej (wbrew pozorom każdy ją widział i pewnie się dziwił)
16.Sumaka octowca
17.Magnolii
18.Buku kolumnowego
19.Buku czerwonego
20.Moreli zwyczajnej
21.Brzoskwini pospolitej
22.Wiśni pospolitej
23.Jabłoni pospolitej
24.Bzu lilaka (no czasem wyrasta jak drzewo...)
25.Ałyczy (mirabelki)
26.Śliwy purpurowej
27.Czeremchy pospolitej
28.Aronii czarnoowocowej (znów krzew, który czasem wyrasta ponad miarę)
29.Migdałowca trójklapowego (jak wyżej)
30.Wierzby rokity
31.Wierzby szarej
32.Klonu palmowego

Wsadziły kartoniki do koszulek i Matka ma nadzieję, że bedzie dobrze.

Bo przyzna się bez bicia:
Jako mała Matka, jeszcze nie-Matka zapomniała o zielniku...
Matka Matki w nocy obłożyła jej każdą kartkę z liściem celofanem, który zdjęła z kwartalników o nazwie Biuletyn Historii Sztuki. Przykleiła go najbardziej deficytowym towarem, jakim była w 1975 roku taśma klejąca (przywieziona z Londynu, bo polskiej nie było niemal wcale). I mała Matka następnego dnia wpadła w zachwyt, bo sama robiłaby to pewnie do świtu. I zastanawiała się jak spłąci taki dług, a najbardziej jej chodziło o te nieszczęsne okładki. Matka do dziś wie, które to były, bo ma te Biuletyny - jedne gołe, inne nie...
I chyba wreszcie rozliczyła się z długu Janeczkowym zielnikiem...
Nawet jeśli to było tylko zbieranie liści dla chorego Potwora.
Ale na tym koniec.
Prace domowe są dla dzieci, nie dla rodziców!
Zielnik z wirusem cz.I
Matka wietrzy chałupę po smrodzie, jaki wczoraj zrobiła prasując liście żelazkiem na pozycji "len". Nie, nie zwariowała.
To Janeczka dostarczyła atrakcji szkolnych.
-"Tu są liście i ja je suszę do zielnika!" - oświadczyła przedwczoraj i rzuciła kupę gazet na komódkę w swoim pokoju.
-"Aha, a na kiedy?" - łaskawie zainteresowała się Matka.
-"Na piątek!" - mruknął Potwór i zajął się zupełnie czym innym, a nie była to z pewnością rzecz niecierpiąca zwłoki.
-"Na p-i-ątek?!" - zazgrzytała Matka.
-"No przecież MÓWIĘ!!!" - Janeczka spojrzała na Matkę w sposób, który otwiera tej drugiej wszelkie noże sprężynowe w każdej jednej kieszeni.
Matka zajrzała pod gazety. Na pierwszym miejscu wił się w konwulsjach najohydniejszy liść orzecha włoskiego, jaki kiedykolwiek widziała. Parchaty, dziurawy i do tego jeden - kiedy powinno być pięć, bo to dopiero stanowi komplet. Matka co prawda musiałaby kupić karton formatu A-2, zeby Janeczka to nakleiła, ale parchatość liścia dyskwalifikowała go na szczęście na starcie.
Drugim liściem okazała się wierzba, trzecim pół wierzby, czwartym wierzba nadgryziona, piątym dąb, szóstym wierzba, siódmym wierzba z parchem, ósmym, dziewiątym, dziesiątym, jedenastym i dwunastym dąb.
Trzynastego nie było, bo zaczęła się komódka.
-"Ty sobie robisz ze mnie jaja?" - Matka sie wściekła jak nie wiem co - "Kiedy to było zadane?!"
-"No co??? Dwa tygodnie temu!" - prychnął Potwór.
Matka pokryła się pianą z dużymi bąblami.
-"I myślisz, że to ma być przegląd dębów z okolicy? To ma być zielnik!" - Matka rozrzucała pianę na prawo i lewo z nadzieją, że wystarczy przelecieć potem podłogę samą wodą, bez Ajaxu. Oszczędność.
Janeczka wzruszyła ramionami.
No Matka takich rzeczy nie przeżyje. Jakiego pytania by nie zadała Janeczce to nigdy nie ma nic zadane. Trzeba dusić Potwora, żeby puścił farbę.
"Jutro zbierasz liście!" - ryknęła Matka - "A ja już je uprasuję, żebyś mogła powklejać"
-"Doooobra..." - machnęła ręką Janeczka, a Matka wyszła wściekła, bo Potwór ostatnio zapomina o wszystkim. I pałę przyniósł z religii bo się czegoś nie nauczył.
Matka przed snem przedstawiła problem MiaUżonowi, który jako ojciec pracujący wsadził go sobie głęboko, po czym padła, bo nastepny dzień zapowiadał się pracowicie.
Długo nie pospała, bo koło pierwszej zbudził ją podejrzany szelest. Nadstawiła uszu, bo otwarcie oka było zbyt dużym wysiłkiem, a do tego nijak nie mogła dotrzeźwieć po paru zarwanych nocach.
Trzasnęły drzwi od łazienki.
-"BuEEEEEEEEEEEEEEEEEEE" - do starych doszedł znajomy, aczkolwiek niekoniecznie lubiany przez ludzkość odgłos.
MiaUżon, jako ostatnimi czasy intensywnie wycieczkujący się rodzic, pognał do przybytku.
-"To Janeczka!" - oznajmił i padł na łóżko -"Mówi, że już dobrze i zaraz się kładzie"
-"To wiesz co? Może przynieś jej z pralni małą miedniczkę i postaw koło łóżka na wszelki wypadek" - zaniepokoiła się Matka.
MiaUżon nie zdążył.
Do sypialni Matki i MiaUzona wparował wściekły Potwór.
-"To wszystko przez tę surówkę na obiad!" - tupnął.
-"A przestań, wszyscy ją jedliśmy!" - oburzyła się Matka - "Nie wiesz, że teraz panuje wirus jelitowy? Kładź się, tato przyniesie ci zaraz miednicę"
-"Nie chcę miednicy, będę wstawać do łazienki, bo i tak muszę się potem umyć! I proszę mi wtedy nie przeszkadzać!" - i Janeczka odpłynęła do swojego pokoju gasząc światło.
Po półgodzinie sytuacja się powtórzyła.
-"BuEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!" - Matkę obudziły odgłosy z łazienki.
MiaUżon siadł na łóżku jak scyzoryk i z zamkniętymi oczami zawołał w ciemność:
-"Może ci przynieść miedniczkę???"
-"Nie chcę!"-Potwór wlazł na wysokie "c" -"To przez surówkę!"
-"To wirus..." - wysapała Matka, której śniły sie brzozy i lipy.
O drugiej trzydzieści nastapiła zmiana.
-"BuEEEEE, buEEEEEEEEEEEEEEEEEEE, buEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!" - zadudniło z łazienki.
- "Może ci przynieść miedniczkę?!" - MiaUżon przybrał natychmiast bojową pozycję siedzącą.
-"Nie chcę! To surówka!!!" - zapiekliła się Janeczka.
-"To NIE surówka, to wirus..." - mruknęła Matka.

I tak do szóstej rano z półgodzinnymi przerwami.
-"Ja muszę iść do szkoły!" - wyjęczał rano Potwór a Matka postukała się w głowę.
-"A wiesz co będzie dalej?" - spytała, choć sama wolała nie wiedzieć - "Mowy nie ma!"
Janeczka wyglądała jak śmierć na chorągwi. Nie chciała jeśc, pić i mdliło ją na potęgę. Już, do szkoły pójdzie!
I Matka zawiozła Maryśkę do przedszkola z nadzieją, że ta się nie zaraziła.
A wracając...
A wracając w strugach lejącego deszczu podjechała pod swoja szkołę, która stoi na starej ulicy, wysiadła z samochodu i...
A o tym c.d.n. jeszcze dziś.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11