| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
Księga gości
Było kiedyś - toplista Potworów
Koniecznie tam zajrzyj!
Czytane na bloxie
Czytane na onecie
Przepisy Matki Polki
Skracam drogę
Zaglądam
Popatrz...
niedziela, 24 czerwca 2012
Patriotyczna połówka

Potworek, który uważa, że należy go niechybnie zaliczać już do tak zwanej młodszej młodzieży, wsadził głowę do salonu. No dobra, do pokoju, który znajduje się na parterze, jest duży, łączy się z kuchnią i ma wyjście na taras. Tak, czy owak wsadzanie głowy jest trudne, bo Potworka widać w całości, chyba, że ma Matka ma chwilę wybitnie błogosławioną : ogląda akurat film (całkowicie niemożliwe w czasach Euro czy jakichkolwiek innych finałów, czyli zawsze, albo raczej nigdy). Wtedy Matka zalega w fotelu za zakrętem i rzeczywiście schodząc po schodach można wsadzić głowę. Tak właśnie uczynił Potworek, budząc tym samym resetującą swój twardy dysk Matkę, która ucięła sobie drzemkę zwinięta w kłębek.
- Powiedz mi - Zaczął i wykonał kilka gwałtownych ruchów za zakrętem. Matka natychmiast profilaktycznie wyszła ze standbaju i rozłożyła wszelkie posiadane czułki na podłodze wokół fotela. - Powiedz, czy mamy w domu jakąś CZERWONĄ farbę?

- Czerwoną? - Zastanowiła się głośno Matka. Czerwonej to był opór, ale zależy jakiej. Emulsji nie było. Olejna tak, ale Matka jest wstrętną żyłą i nie da przecież Potworkowi olejnych artystycznych. Poza tym ma za mało danych. - Ale zależy jaką czerwoną!  Może być jasna, jak cynober. Może być intensywna i purpurowa, jak karmin, kraplak czy kadm ciemny. Może też być brązowawa jak pozzuola, albo czerwień żelazowa. I pomarańczowa jak minia...
Matka po chwili zorientowała się, że jednak nie do końca sie obudziła, bo ciągnęła wywód kompletnie niezrozumiały dla Maryśki.
Potworkowi zrobiły sie oczy jak guziki od jesionki. Zamachał głową, a Matka zastanowila się od razu wolną częścią mózgu, czemu nie macha łapkami. Po chwili było już wiadomo. Zzza zakrętu wyskoczyło na ułamek sekundy BIAŁE futro, schowało się i wyskoczyło znów. Znaczy się Maryśka dusiła pod pachą Puśkę przy jej zdecydowanym sprzeciwie.
- Eeeee, ja to nie wiem jaki chcę odcień tej czerwonej farby, ale dobrze byłoby, gdyby ona dała się potem sprać z kota...
Matka natychmiast wstała i poszła schować wszystkie rodzaje czerwieni, oranżu i fioletu.
- Noooo.... - Zasapał Potworek na odchodne - W zasadzie tylko z jednej połowy kota. Wiesz, uprałabym go po Euro...

sobota, 12 maja 2012
Drugi krzyżyk zaczęty

     Potworek wkroczył dziś w kolejną dziesiątkę - nie do wiary! Nie było rady - Matka ruszyła się z MiaUżonem w celu nabycia pojazdu, na myśl którego cierpła jej skóra. Pojazd ów mógł być dwu- lub jednośladem i według Matki nadawal się najlepiej do siania zębami. No, przynajmniej w użytkowaniu Maryśki. Wszak nikt tak, jak Potworek nie ulegał uszkodzeniom w zetknięciu z przyrodą ożywioną i całkiem martwą. Tu Matka przerwała na chwilę, żeby - machając raźnie latarką - odkopać w szafce plaster i zakleić Potworkowi dziurę w palcu, którą zrobił sobie przecinąjąc wzdłuż grubą kromkę chleba krajalnicą. Najlepiej przecież popycha się chleb palcem!
     O czym Matka truła? O pojeździe, prawda. Rok temu chytrze odwróciła uwagę MiaUżona i kupno rolek uszło jego uwadze. No, może ze trzydzieści osiem i pół raza rocznie starał się przytruwać na ten temat, ale Matka na trucie jest wybotnie uodporniona. Co, jak co, ale w tej dziedzinie jest absolutnym mistrzem świata i nikt, a nikt tak pięknie nie marudzi, zrzędzi, truje i wścieka się jak ona. Całe towarzystwo jest bez szans.
     Trucie truciem, a rolki rolkami - Potworek pełen szczęścia włożył niebiesko-czerwone narzędzie nieszczęścia i ruszył na podbój szos. Wrócił z obdrapanymi czubkami, na co MiaUżon zareagował, jak na blondynkę, która jednocześnie mu urwała oba lusterka w aucie, wjechała w bagażnik i wydłubala przednie lampy. Co się nie da! Blondynce by sie udało. A przynajmniej MiaUżon rzuciłby jej takie spojrzenie, jak Maryśce znad rolek. Potworek, jak się można było tego spodziewać, nic sobie z tego nie zrobił. Rolki były podobne do siebie, czego nie można już powiedzieć o sandałkach - te po jednokrotnej wizycie na dworze straciły kolor, fason i wdzięk. Matka zastanawia się czasem, czy wschodni sąsiedzi nie wypuścili kiedyś na rynek wersji sandałków metalowych - oni tak lubili przecież. To, co zachód z plastiku - oni z materiałów niezniszczalnych. Musiałaby jednak dokupić metalowe spodenki, a wtedy Potworek mógłby lekko w domu skrzypieć. Za to szanse na dziury w kolanach o ile mniejsze!
     Wracając do wieku Potworka, to boleśnie przypomina on Matce, że też jest starsza. Do tego te kilka ładnych lat zrobiło dużą różnicę. Połowa ciuchów przestała się nadawać do noszenia - skurczyły się w pralce. Okropne te współczesne pralki są! Kosztują majątek, a nic potem na siebie włożyć nie można! Spodnie, które spadały bez rozpinania teraz nie dają się nijak włożyć. Świetny pretekst, żeby wymienić garderobę? Może. Gdyby jeszcze Matka miała taką pasję.
     Tymczasem Matka zaczyna wydatki zupełnie innego rodzaju - ściąga ze Szwecji granit, z Nowego Miasta klinkier, z Męcinki zasypkę. Jest specjalistą od samochodów z plandeką, bez czy też z HDSem. Wie co to Vanga, Gnejs i Flivik. Po grzyb? Oj, długa historia, która dopiero się zaczyna. Matka coś mocno czuje, że w najbliższym czasie spotka ją coś, co ma opracowane najlepiej - trzy w jednym: trafi ją jasny szlag, wyjdzie ze skóry i krew ją zaleje. Jak to z fachowcami.
Wchodzą od poniedziałku. Będzie się działo.
Maj i czerwiec od ciężkiej cholery, jakby matur było mało.
Chyba Matka znalazła pretekst do pisania...
      

środa, 15 września 2010
Nieustraszeni pogromcy wampirów?

Matka została dzis sama na włościach, bo MiaUżon był uprzejmy oddalić się na wycieczkę do Lwowa. Na całe pięć dni. Matka zielenieje z zazdrości, ale ma widoki na to samo miasto w czerwcu, więc spokojnie sobie czeka.
- Pamiętaj, że Maryśka ma w środę fotografa w szkole! - Przypomniał wczoraj MiaUżon po powrocie z wywiadówki. Krzywdy nie miał, Matka dziś była w gimnazjum u Potwora. Nie, nie na jakiejś banalnje wywiadówce. Na zebraniu plenarnym! No kupa śmiechu. To tak jak Klinika Włosa zamiast zakładu fryzjerskiego.
-  Pamiętam - jęknęła Matka i poszła wybrać Potworkowi odpowiednią podkoszulkę. Jedyną bez skazy była niebieska z sześcioręczną babą, a w każdej łapie trupia czaszka. No poezja w spadku po Janeczce.
- Ty się w tej szkole rozbierasz z bluzy, czy nie? - Zapytała przezornie Matka, bo Potworek pół godziny szuka zwykle podkoszulki, wybiera najbardziej wypasioną, po czym chodzi w barchanowej bluzie i nawet rąbka tej podkoszulki w szkole nie wystawi.
- Nooooo... - Maryśka obróciła oczkami z niejakim wysiłkiem technicznym. Aaaa, starzejemy się! - Czasem zdejmuję, czasem nie!
No Matka rzecz jasna nie wiedziała, że tak jest!
- To zdejmij do tego zdjęcia, uczesz grzywkę i może rozpuść włosy. - Poradziła.
Potworek zniknął w czeluściach szkoły, a Matka pojechała załatwiać papiery na kolejny awans zawodowy, którego zapewne nie zakończy, bo poleci z jednej szkoły od września i nie będzie miała połówki etatu. Nawet pisać jej sie nie chce o tym na razie. Dość, że kompletnie zrerana wpadła po sześciu godzinach w urzędach do domu, przebrała się i pognała na wywiadówkę umieściwszy uprzednio Potwory na godzinkę u Babci.
- Zdjęcia były? - Zapytała tkwiąc w korku. Matki metropolia na skutek wykorzystywania funduszy unijnych, tudzież innych, zamieniła się rok temu w plac budowy i naprawy dróg, więc Matka drogę do szkoły pokonuje nie w piętnaście, ale w czterdzieści pięć minut. Jak dobrze idzie.
- Były! - Kiwnął głową Potworek.
- Do legitymacji zrobiłaś? - Matka musi nareszcie wyrobić Maryśce legitymację szkolną, w końcu druga klasa!
- Zrobiłam. I towarzyskie, i zbiorowe.
- Za żadne towarzyskie nie płacę! - Matka uprzedzała Potworka, że nic z tego. Zaraz Potwór ma też zdjęcia, a na podręczniki pękło ponad 1000zł.
- Wieeeeeeem... -Zahuczał Potworek posępnie i zaraz mu się przypomniało - A pani to się nie zgodziła na takie fajne zdjęcie zbiorowe!!!
Matce stanęły przed oczami wszelkie zdjęcia zbiorowe Janeczki. A to wielki motocykl i cała klasa na siedzeniu, a to jakas rakieta, czy inny diabeł. Nawet niezłe były.
- A jakie ono miało być? - Zainteresowała się.
- Wampiry!!! - Załkała Maryśka z żalem.
- Wam-pi-ry? - Skrzywiła się z obrzydzeniem Matka. _ No ja się wcale pani nie dziwię, że nie chciała wampirów!!!
- No tak! - Zamachał płetwami Potworek. - Ale teraz będą jacyś głupi raperzy!
- Oj, na pewno nie bedzie źle! - Pocieszyła Matka Maryśkę.
- Wcale nie! - Potworek nie ustępował. - Tylko do wampirów była okazja!!!
Matka okazję to miała właśnie teraz, całkiem niepowtarzalną -  skręcić w ulicę do Babci, z czego skorzystała.
- Jaka znowu okazja? - Burknęła, bo wylazł jej ktoś na zebrę w ostatniej chwili.
- Napisane było... - Chlipnął Potworek z rozpaczą  - ... napisane było pod zdjęciem: "Na życzenie bezpłatnie dodajemy KŁY!

niedziela, 28 marca 2010
Wiosna śmierdzi

Nawet chyba już zdążyła przyjść, ale Matka żyje w takim biegu, że nie zauważyła. Owszem, zmieniłą kurtkę na lżejszą i dostrzegła wyłążące jakieś listowie z ziemi. Krokusy drgnęły, tulipany chyba też, ciekawe czy raczą w tym roku zakwitnąć, bo w zeszłym zaprezentowały liście, do tego jakieś dziwne, płożące się, a potem wymówiły w ogóle. No to Matka daje im ostatnią z najostatniejszych szans, a jak nie, to fora ze dwora!
Kolejnym symptomem wiosny jest kartka na stole, gdzie dopisuje się kolejne rzeczy do kupienia. A to mąka żytnia na zakwas do żurku (tak, tak, już czas przygotować naczynie, ale zakwasu póki co nie nastawiamy - skiśnie na amen, albo niepotrzebnie zajmie miejsce w lodówce. Matka poleca środę rano - link do zakwasu, jak i żurku po lewej stronie w zakładkach), a to drożdże, czosnek czy orzechy. I tak okaże się w sobotę, że trzeba MiaUzona wyekspediować do miejscowego sklepiku i jeszcze dzwonić do niego trzy razy, kiedy będzie stał w kolejce. Co roku tak jest. No nie da się zapisać wszystkiego, nie da i już!
Potwory też poczuły wiosnę. Matka poznała to po walącej się kupie polarowych akcesoriów na szafce z butami. Zebrała to towarzystwo i wyprała, ale gdzie schowa, to nie wie. Wyciągnięty za to został rower Potworka, który szaleje na dworze ze swoją koleżanką Olą. Dzień się wydłużył, więc Maryśka niemal nie bedzie wracać do domu. Ola jest szczęśliwa i kiedy tylko Matka podjeżdża pod chałupę przywożąc Potwory ze szkoły - nadbiega.
- Nie zgadniesz, zupełnie nie zgadniesz, co dziś robiłam!!! - zawołała ostatnio, a Potworek zamarł w oczekiwaniu. Nie miał łatwo, bo tarabanił tornister, worek z kapciami, gazetę i klucze, którymi NIE otwiera drzwi. Nie otwiera, bo nie sięga i kiedy Matce wypadają już zakupy z rąk, rekwiruje te klucze i otwiera sama.
- Nie zgadnę, to powiedz! - odpiszczał zaciekawiony. Potworek ma wdrukowane genetycznie nie wiadomo po kim piszczenie i już.
Ola zamachała rękami i wyglądało na to, że z nikim jeszcze nie dzieliła się tą wielką nowiną.
- Byłam dziś w mieście! - Podskoczyła. - I mam przebite uszy!!! - Tu zademonstrowała malutkie kolczyki.
Matka zamarła, bo wystraszyła się, że Maryśka zaraz odpali o swoich uszach, które przedziurkowane ma od jakichś niecałych pięciu lat. Nosi zresztą Matkowe kolczyki z listeczkami i kwiatkami. I tu się Matka pomyliła.
- O, jak fajnie! - ucieszył się Potworek uprzejmie i szczerze.
Matka odetchnęła z ulgą.
- A ja też robiłam dziś coś bardzo ciekawego! - Przypomniało się Maryśce nagle. Matka zdziwiła się, że nic o tym nie wie, ale tak to już jest z Potworami. Dorastają i przestają się zwierzać. - Byliśmy z klasą na wycieczce i  głaskałam prawdziwego pytona! Był okropnie fajny, GĄBCZASTY I ŚMIERDZIAŁ!!!

Matka zamieniła się w słup soli, spojrzała bezradnie na Janeczkę, ale ta tylko pokiwała twierdząco głową. Całą szkołę zagnano do podziwiania zwierząt, bo nieopodal rozłożył sie cyrk. Matka przerzuciła  zainteresowanie na Olę, która podrapała się w głowę, przemyślała sprawę, odwróciła na pięcie i dała szybkiego dyla do swojego domu.
W taki oto sposób kolczyki, atrybut prawdziwej damy przegrały ze smrodem pytona...
Nie mówiąc o jego wybitnej, hmm, gąbczastości?

piątek, 26 lutego 2010
Potworna anatomia

Matka wieczorami nic nie robi, tylko uczestniczy w ablucjach. Na pierwszy ogień idzie Potworek. Zaganianie do mycia - mała godzinka. Zdejmowanie kitki - minuta.
- Po co zdejmujesz, jak zaraz sobie musisz ja podpiąć do góry? - Za każdym razem dziwi się Matka.
- To nie ta gumka! - I Potworek nurkuje w bajzlu swojej szafeczki, gdzie pięć tysięcy osiemset czterdzieści trzy gumki są skłębione ze sobą w nierozerwalnym bloku. - I szukam kapturka.
Oczywiście. Kapturek z hotelu Gołębiewski, który MiaUżon przywiózł z Mikolajek ze dwa lata temu okazuje sie niezniszczalny jak strzykawka jednorazowa. Ani jednej dziurki. Maryska nie leje sobie na głowę, ale kapturek być musi. Jakie to szczęście, że nie zna tych rozkładanych, wkładanych jeszcze nie tak dawno na głowe podczas deszczu...
W końcu Potworek uzbrojony w plastik ląduje pod prysznicem, wyciąga rękę do panelu, już, już ma przekręcać, kiedy...
Piruecik.
Jeszcze jedne piruecik.
- Dobrze, że nikt jeszcze się nie kąpał i w brodziku jest sucho! - wykrzykuje radośnie. - Muszę siusiu!!!
I wszystko bierze w łeb, a Matka kwitnie na pudle z brudami i czas leci jak ścieki w ulicznej studzience. Maryśka wysiaduje na tronie i się przeciąga.
- O matko, co to??? - zastygła nagle w bezruchu z ręką z tyłu.
- Co - co to? - zainteresowała się Matka, ale znowu nie z takim jakimś wybitnym entuzjazmem.
- Coś tu mam!!! - wyszeptał Potworek z przejęciem - I tego jest dużo!!!
Matka ujrzala oczami wyobraźni różyczkę, odrę i wisłę. Zerwała się i wykonała jeden, wielki krok zapuszczając żurawia na plecy Maryśki.
Dzięcię macało sobie kręgi ...
- Ło matko, przecież to tylko twój kręgosłup! - Odetchnęła Matka.
- Krę-go-słup? - skrzywił się Potworek. - A co to jest???
Matka podrapała się w głowę.
- No takie coś, na czym się trzyma całe ciało. Bez tego nie da rady. - Jak się zdaje inne wyjaśnienia ugrzęzłyby w próżni Maryśkowej niewiedzy.
- Aha! - raźnie odparł Potworek i na tym zakończył temat.
Nieeeeeee. Niemożliwe. Matka postanowiła na moment spłynąć do pokoju.
Kiedy wróciła Maryśka stała przed lustrem i starała się obejrzeć kręgosłup. Nie wychodziło, ale można było poćwiczyć skręty i zezy.
- Wiesz, nie jest źle!!! - oświadczyła.
- Nie jest źle? - powtórzyła jak echo Matka.
- Nie! - odrzekł krótko Potworek. - Pomyślałam sobie, że jakbym miała oglądać coś tak wiesz, BEZ NICZEGO, bez skóry i tak dalej, to wybrałabym na pewno kręgosłup a nie czaszkę!!!


niedziela, 07 lutego 2010
Przelane mleko

Matka odzyskawszy wodę odzyskała też i zajęcie, bo skończyły się ferie. Potwory w tak zwanym międzyczasie zaliczyły wirusówkę jelitową - Janeczka sprawdziła drożność przewodów natychmiast po pworocie do domu - Matka nigdy nie była tak wdzięczna wodociagowcom, że przywrócili łączność z morzem. Maryśka odczekała trzy dni i dostarczyła Matce przyjemności pod tytułem mycie kamiennej podłogi, ławy, podławia, prania ciuchów i filcowych kapci oraz wszystkigo, co się nawinęło Potworkowi pod paszczę. Miednicę oszczędził.
Gdy zaatakował po raz drugi, miednica pozostała również sucha, za to Matka w nocy uprała wszystko, co było w łóżku - od Potworka poczynając, na narzucie kończąc. I naprawdę, naprawdę było jej wszystko jedno, że wrzuca do pralki zieloną narzutę, różową piżamkę, białe prześcieradło i dinozaura na czerrrrrwonym tle.
A teraz już nic nie pamięta, bo jedzie jutro do SąsiedniegoWiększegoMiasta ze swoimi olimpijkami na eliminacje okręgowe. Pierwsze w życiu.
A Potworek ozdrowiawszy zainteresował się wybitnie kobiecymi pojazadmi, jakimi są...
- Mamo, co to jedzie przed nami? - zapytał Matkę z racji chwilowego braku Janeczki w aucie.
Matka obrzuciła spojrzeniem pojazd w ksztacie spłaszczonego walca.
- Cysterna! - odrzekła z dumą.
- A po co jest cysterna? - Nie było niczym dziwnym, że Potworek drąży temat.
- Do przewożenia płynów, na przykład.
- A jakich?
- Nooo, benzyny, oleju napędowego, mleka...
- A ta jest do czego? - Uuu, Potworek zaczął zadawać pytania bardziej skomplikowane.
Matka bacznym spojrzeniem obrzuciła dekle na szczycie cysterny, bo na niczym innym wzrok jej się nie zatrzymał. Cysterna była wybłyszczona jak błotniki od dużego Fiata, rocznik 1974, napisów zero.
- Ja myślę, że do mleka!
- Do mleka? - Potworek uniósł się w foteliku, a pasy werżnęły mu się w szyję.
- No do mleka! Mleko wozi się cysternami. Z dojarki, takiej wielkiej, przelewa się to mleko wężem do cysterny.
Z tyłu zapadła głucha cisza.
Straszliwie głucha i dzwoniąca.
- Mama... - Zabrzdąkał Potworek niepewnie. - A to węże tak sobie pozwalają, żeby nimi nalewali... mleko?

I wtedy Matkę też zatkało. Zaczęła się zastanawiać, czy lepiej byłoby przelewać mleko boa, pytonem czy może ... anakondą?


***************************************************
A na drugim blogu kupa zupełnie niepoważnych kolczyków i innych rzeczy, które znikają raz-dwa, bo Matka miała parcie na kolor z powodu brudnej bieli za oknem.

piątek, 22 stycznia 2010
Identyfikacja powiodła się

Matka nie znała żadnego swojego dziadka, MiaUżon chyba też nie (Matka dopyta, jeden dziadek jest lekko podejrzany, ale chyba jednak odpada) i Potwory oczywiście podtrzymują przeklętą tradycję. Matka nawet nie startuje z nimi dziś na cmentarz, bo się zakopie po kolana w śniegu - była, była, a jakże, zabrała tam Potworka 19 stycznia na imieniny dziadka. W samochodzie do dziś leży śnieg, który wypadł im z butów. 
Kiedyś 19 stycznia to był fajny dzień - przychodzili znajomi do Taty Matki, trzy tygodnie potem do Matki Matki i znów była cisza i spokój. takie zimowe imieninowanie. Ale Matka nie o tym miała.
Bo zapakowała we wtorek Maryśkę do samochodu i wyjechały na główną ulicę, kiedy Matka zobaczyła kątem oka postać idącą chodnikiem. Postać dość dużą, opatuloną w wielką, puchatą kurtkę, z bardzo charakterystyczną czapką na głowie. Rodzaj tulei z dzianiny, z wystającymi sztucznymi, czarnymi włosami u góry. Matka pamieta takie czapki z czasów swoich studiów chyba, może ciut później. Najpierw przywożono je z zagranicy, potem szybko opanowaly bazarki i najwyraźniej przeżywają teraz renesans.
- Zobacz, jaka czapa! - Matka machnęła ręką  w stronę chodnika i natychmiast kuprem samochodu zarzuciło w prawo i lewo.
- No! - Ożywił się Potworek - Widzę! Nie poznałaś kto to?
Matka akurat ma czas na oglądanie się na jakieś babitony. Czubek czarny zobaczyła, to i tak dużo. Matka jadąc w przód patrzy również w przód, bo życie jej pokazało, że tak sie najbardziej kalkuluje.
- Nie poznałam. A ty znasz te panią?
- Jaką panią? - Roześmiał sie Potworek. - Przecież to Jola idzie z psem na spacer, wiesz, tym żółtym, z długimi włosami.
Matka nie zauważyła żadnego psa , ale też zaspy usupane są już takie, że smok prawdopodobnie wyglądałby zza nich jak chora na Parkinsona jaszczurka.
- Wiesz jaka Jola? - Maryśka postanowiła drążyć temat. - Koleżanka Janeczki!
Aaaaaaa! Na to Matka by nie wpadła, bo wydawało jej się, że postać jest znacznie większa.
- Nie, no nie przyglądałam się, bo patrzę na drogę, jest ślisko. - zeznała Matka zgodnie z prawdą.
Potworek zamyślił się, a Matka da sobie głowę ściąć, że usłyszała z tylnego siedzenia odgłos, którego Maryśka dawno z siebie nie wydawała. Taki lekki, ledwo słyszalny grzechot. Oczu rzecz jasna.
- Ludzi to się bardzo prosto poznaje! - wyjaśnił. - Najlepiej po psach, a czasem też udaje się po twarzach...
-

środa, 16 grudnia 2009
Potworna rozrywka

Matka wyprawiła ostatnio Potworka Maryśkę do parku rozrywki w LekkoOddalonymMieścieWojewódzkim. Nie, żeby z własnej woli. Matka przecież nawet nie wiedziałaby, że coś takiego istnieje.
- Od lat, proszę państwa, jeździmy i jest super zabawa! - zapewniła na wywiadówce wychowawczyni.
Matka natychmiast ujrzała oczami wyobraźni Potworka szukającego ze łzami w oczach kolczyka na dnie basenu z kulkami. Kolejnym obrazem, jaki przemknął Matce przed oczami była Pani Wychowawczyni, która odbiera Paltynowy Krzyż Zasługi za realizację pomysłów trudnych, żeby nie powiedzieć karkołomnych. Matka naprawdę pada do stóp i podziwia wszystkich nauczycieli kształcenia zintegrowanego (dla zadających pytanie "a co to za cholera?" - kształcenie zintegrowane, które co chwila zmienia nazwę z dziwnej na dziwniejszą, to nic innego tylko nauka w klasach 1-3 szkoły podstawowej), których często ma się za nic zapominając, że uczą podstaw procentujących przez cały okres nauki.
- Wieczorem zdejmujesz kolczyki! - Zarządziła  Matka odwożąc Potwory do szkoły.
- Tak jest! - Dziarsko odrzekł Potworek, który dałby się nawet pokroić na plasterki, byle tylko nazajutrz jechać.
Matka cały dzień miałaby zatruty, gdyby nie to, że miała sześć lekcji, które skutecznie każą zapomnieć o wszelkich bólach ciała i duszy. I kiedy wróciwszy z Potworami już, już miała paść na pysk i zdrzemnąć się w fotelu na Teleexpressie, stanął przed nią Potworek i zapiszczał fortissimo:
- A teraz ci powiem po kolei, co mam zabrać jutro na wycieczkę!!!
Matka zebrała rozum z podłogi z niejakim trudem wyciągając go spod papci Potworka, tym bardziej, że stała w nich właścicielka, która pasąc się po kryjomu wafelkami ze szkonego automatu przybierała pomału kształt księżyca w pełni.
- Nic mi nie mów, tylko dawaj karteczkę od pani! - zamachała rękami, co było błędem, bo rozum znów jej upadł.
- Zgubiłam! - Odrzekł radośnie Potworek i wcale nie poczuł, że Matka go morduje. Natychmiast.
Maryśka gubi bowiem wszystko. Grzebień, gumki do włosów, budzik, sweter, strój na wf, kurtkę. 
- To już mów - Matka opadła smętnie na fotel. Nie było raczej wyjścia.
- Mamy zabrać plecaczek, w który włożymy dwie tabletki!
- Że jak??? - Matka natychmiast wstała i usztywniła rozum drutem. Za plecami poczuła szum piór, a na łbie ucisk hełmu husarii.
- Dwie tabletki... - zabrzdąkał Potworek niepewnie, bo skrzydła Matki go wyraźnie onieśmieliły.
- Wszystko jedno jakie? -  Matka katastrofistka ujrzała autobus pełen dzieci po ekstazie. No i co, że pierwszaki. Teraz dzieci dorastają szybciej!
- Nieeeeeeeeee.... - Tu Maryśka zauważyła chyba, że z Matką nie jest umysłowo najlepiej. - Pewnie takie na rzyganie? - wyjaśniła fachowo.
Do Matki dotarło.
- I woreczek też mamy wziąć i jakieś pięć złotych. - dodał szybko Potworek.
Matka uszykowała reklamówkę, sprawdziła, czy aby nie ma na dole dziur i stwierdziła, że oczywiście rzeczonej kwoty nie posiada.
- Poproś tatę - Zagrzebała w miedziakach. - I jeszcze będzie musiał skoczyć do nocnej apteki po Aviomarin, bo też nie ma.
Oba Potwory potrzebują wspomnianego leku. Dostają po pół tabletki i podróż przebiega najcześciej bez niespodzianek. Próby zastąpienia Aviomarinu jakimikolwiek innym specyfikiem  kończyły się już kilkakrotnie po trzydziestu klimetrach myciem wnętrza samochodu, praniem sukienek w wodzie mineralnej i ogólnymi, niezapomnianymi wrażeniami. Cóż sie dziwić - Matka  jadąc z rodzicami nad podmiejskie jeziora zawsze trzymała paszczę na Trybuną Ludu lub Polityką zwiniętymi w tutkę, bo woreczków nie było. Wprowadzenie Aviomarinu było najcudowniejszym ocaleniem wrażeń z podróży!
Kiedy Potworek kładł się spać, Matka nie omieszkała skontrolować plecaczka, który stał dziwnie spuchnięty na dywanie w Maryśkowym pokoju. W środku Matka znalazła niezbędny ekwipunek do parku rozrywki.
- Zapomniałam wyjąć - zajęczał Potworek, a gryzący dym wypełnił wszystkie sypialnie na piętrze.
Matka położyła Maryśkę spać i zabrała plecak na dół, żeby przetrzepać go z zapałem czechosłowackiego celnika z poczatku lat siedemdziesiątych  na przejściu w Łysej Polanie.
Zarekwirowane zostało następujące wyposażenie:


  1. Dwie gry komputerowe na płytach CD
  2. Trzy płyty z kolędami
  3. Płyta Michaela Jacksona (wymieniona osobno, ze względu na Króla Popu)
  4. Pamiętnik duży, zszargany
  5. Pamiętnik mały (brak kłódeczki)
  6. Trzy długopisy
  7. Paczka kredek
  8. Lalka Barbie
  9. Kredens z domku Barbie
  10. Przepaska z brokatem
  11. Naszyjnik z plastikowymi, fasetowanymi sercami.
  12. Cztery gumki do włosów, kolory różne.
  13. Przerwa dla lepszego wrażenia...
  14. Kolejna przerwa...
  15. Znów przerwa, bo ostatni przedmiot zwalił Matkę z nóg...
  16. A na dnie...
  17. A na dnie...
  18. Na dnie plecaczka schowany był...
  19. Schowany był...
  20. Wachlarz!!!

A Potworek wrócił z parku rozrywki nieelegancki, ale za to bardzo szczęśliwy!

poniedziałek, 07 grudnia 2009
Czas priorytetów

Potwór odseparował się od reszty rodziny kościelnie.
- Może pójdziemy też na dziewiątą? - pyta czasem Matka.
- Hyyyyyyyyy... - mruczy MiaUżon naciągając kołdrę na głowę i tyle Matka ma z tego gadania. Latem jeszcze się udaje. Perspektywa gorąca w kościele, a uciekającego słoneczka na tarasie skutecznie spruwa MiaUżona z wyra. Zimą można jednak o tym zapomnieć. Msza jest o jedenastej i koniec, kropka. Matka żałuje, bo dzień się skraca, rano przed wyjściem do kościoła i tak nic się konkretnego nie robi, jednym słowem fuj!
Tymczasem Potwora od jakiegoś czasu wydmuchuje na dziewiątą.
- Koleżanki - mawia Potwór.
- Kocha się w Piotrku - wzdycha Matka. Piotrek jest celem dla Janeczki póki co nieosiągalnym, co tu gadać, Matki uczeń. Sprawa beznadziejna - strasznie stary dla Janeczki, nawet się nie obejrzy za nią!
Za to Potworek nie zgłasza uwag do rannego wstawania - cóż tu zresztą zgłaszać, jak się śpi, aż gwiżdże?
- Znów jest Bartek! - szepcze co niedziela zadowolony Potworek Matce do ucha. Matka wyciera się potem  pół mszy, ale co tam. Czy powinna wspomnieć, ze Bartek jest również Matki uczniem, klasa równoległa do Piotrka?
- No to mrugnij do niego - radzi Matka i wie, że ma sprawę z głowy. Maryśka nawet nie spojrzy w tamtą stronę. Zresztą Bartek swojego czasu mrugał do Potworka i mrugał, ale mu przeszło. Pewnie się jakaś narzeczona, psiakosteczka, napatoczyła. Innej drogi nie miała?
Ale Matka nie o tym miała pisać, tylko o rekolekcjach. Bo w Matki parafii zawsze jakoś są wyjatkowo wcześnie i najcześciej zapraszany jest jakies zakonnik, który mówi długo i na dwadzieścia tematów jednocześnie. Matka rozerwana między mruganiem Potworka i mruganiem Bartka trzyma się wątku jak tonący brzytwy i najczęściej przegrywa sromotnie.
Tym razem się jednak zaparła.
- Czas jest potrzebny, żeby miec czas - zaczął zakonnik, a Matka zaraz oczyma wyoraźni ujrzała stos klasówek, który oporządzała od tygodnia po cztery godziny dziennie i zamierzała tak robić kolejny tydzień.
- I czas jest w życiu bardzo ważny - ciągnął zakonnik.  Matka pomyślała sobie, że wypisał jej się czerwony długopis i musi tak zakręcić Potwora, żeby czuł się zaszczycony pożyczając jej swój.
- I ten czas jest trzeba mieć, bo się nie będzie mieć czasu - zakonnik pomału zaczynał smęcić a Matka spojrzała błagalnie na Potworka. Ten siedział jak urzeczony i nie dostarczał żadnych przerywników .
- Fajnie mówi! - Maryśka napluła wreszcie Matce do ucha - Lubię, jak jest o czasie! A ILE tego czasu zostało do końca mszy?
Matka oklapła.
- Żeby mieć więcej czasu, w życiu potrzebne są pewne priorytety! - zagrzmiał znienacka zakonnik.
- Chyba rżnę dziś te klasówki w kąt - pomyślała sobie Matka. - Niedziela ważniejsza.
- Znów mi się podoba! - zachwycił się Potworek mocząc Matce ucho. - I wiem co to są priorytety!
Matka spuchła natychmiast z dumy i szybko spuściła trochę powietrza, żeby nie zdefasonować kurtki. Skąd, cholerka, Potworek zna takie słowa?
- Niemożliwe! - wyszeptała - Naprawdę wiesz co to są priorytety?
- No pewnie! - Ucieszył się Potworek. - Nie pamiętasz? Wysyłasz je zawsze na poczcie...

piątek, 23 października 2009
Pamięć absolutna

 

Poranki Matki i Potworów zaczynają wyglądać typowo dla zimy. Matka czeka na zmianę czasu, bo wie, że na jakieś dwa tygodnie problem zniknie, ale potem powróci znów. Na czym rzecz cała polega? Na tym, że Matka nie lubi wyskakiwać jak diabeł z pudełka, a robić to musi, bo inaczej Potwory w stanie usztywnienia przebywałyby do jakiejś wpół do dziesiątej, a tego żaden system szkolnictwa nie zniesie!

Matka zwleka się mianowicie o szóstej trzydzieści i wsadza łeb pod prysznic. Co drugi dzień, żeby  nie było, że taka rozrzutna jest i co chwila się farbuje, bo zmywa kolor w miesiąc. Już sobie tak wylicza to wsadzanie, żeby nie wypadało w dzień, kiedy sama idzie do szkoły na ósmą. Potwory chwilę potem są budzone z paleniem światła włącznie, siadają na łóżkach jak scyzoryki, ale gdy Matka wyjrzy za moment z ręcznikiem na głowie - z pokojów dochodzi świst miarowego oddechu. Matka ryczy, Potwory siadają, albo cześciej starszy siada, a młodszy zaczyna piłować. Matki uszy rano są szczególnie wuczulone na pewne częstotliwości i Potworek siłą genów strzeliwuje się idealnie przekraczając matkowy próg bólu. Nieważne. Co tu Matka bedzie wypisywać, jak od lat wszystko wygląda tak samo, rano latają pióra i tak dalej. Nie o tym być miało.

Bo rano droga jest każda sekunda i jak się nie wyjedzie o 7.25, to stoi się potem w korkach na każdym kroku. A Potwory zapominają wziąć wodę, a to kanapki na stole zostają, tran grzechocze na talerzyku, Janeczka wraca na górę po jakiś gadżet, bez którego zejdzie śmiertelnie natychmiast, a zapominanie worków z kapciami to już norma. Nie tyle Potwora co Potworka. Ten zapomni kiedyś o własnej duszy!

- Gdzie masz kapcie? - spytała kiedyś Matka, kiedy Potwory wkrochmaliły się do samochodu po lekcjach.

- Nie mam pojęcia! - zafrasował się Potworek, który niewatpliwie stracił ów jaskraworóżowy przedmiot z oczu przed minutą i Matka stawia swoją głowę, że była to szatnia. Pusta szatnia, Potworek, tornister i worek.

- Gdzie masz bluzę i kurtkę??? - zaryczała Matka, gdy przy temperaturze +5 stopni w skali nieocenionego Celsjusza Maryśka wpadła do samochodu w podkoszulce. Ale z tornistrem i workiem z kapciami.

- Bluzę i kurtkę? - Potworek usiłował sobie przypomnieć czy w ogóle potrzebuje takich części garderoby. - Nie wiem gdzie są!

Matka mokrą szmatą się zabije. Potworek najwyraźniej okresowo zostawia też gdzieś swoje szare komórki.

- Ojoj, muszę wrócić do domu! - zameldowała Maryśka wczoraj, kiedy Matka odpaliła samochód, żeby przemieścić się w kierunku szkolnego przybytku na drugim końcu miasta.- Zapomniałam zegarka!

- A po co ci zegarek, jak dzwonią na przerwy? - fuknął Potwór, któremu Maryśka popołudniami gubi połowę zawartości pokoju.

- Bo ja dzieciom w klasie mówię, kiedy będzie dzwonek! - zajęczała  Maryśka.

- Daj spokój, nigdzie nie wracamy, bo nie ma czasu, a przynajmniej tego zegarka nigdzie nie zostawisz -  Matka zaprotestowała szczęśliwa, że Potworek ma jeden przedmiot mniej do gubienia.

- Tak, tak! - Janeczka wyjątkowo stworzyła piętastosekundowy Front Jedności z Matką. Matka natychmiast odnotowała to w Księdze Rzeczy Niemożliwych. - Ty o WSZYSTKIM zapominasz!

- Oj nie! - Zamachał łapkami Potworek z oburzeniem, a Matka zaraz podkręciła sobie ogrzewanie, bo strasznie nie lubi rano przeciagów w samochodzie.

- Oj, tak" - wypalił Potwór.

- A nie! - Zaperzył się Potworek. - Nie o wszystkim!!!

- O, tak? - Janeczka zmrużyła oczy. - A o czym NIE zapominasz?

- Nie zapominam, nie zapominam... - Zagrzebał rozpaczliwie w pamięci Potworek, a styki mu sie rozgrzały do czerwoności -...nie zapominam na przykład nigdy, że  mam siostrę!

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 39