Blog > Komentarze do wpisu
Ding-dong!

Matka polazła na poddasze wylutować kilka rzeczy, bo zaległości jej się narobiło od tak zwanej w niektórych kręgach ciężkiej cholery. No trudno. Remont przed domem okazał się wybitnie absorbujący. Matce wręcz się wydaje, że nie byłby w stanie się posuwać do przodu, gdyby normalnie chodziła do pracy. Co weźmie do ręki pędzel, to ma ding-dong do drzwi.
- Bo proszę pani jest problem...
Ze wszystkim jest problem. Nic nie ma kąta prostego, ba, nawet się do niego nie zbliża!
- Narysuję wam na kartce kręgi, to zgubimy odrobinę krzywizny. - jęknęła Matka.
Narysowała. UFO w Wylatowie by lepszych w zbożu nie wyrezało.
-Cegły krzywe!
Matka ich nie wyprostuje. No przeprasza. Kupiła w internecie, bo kosztowały połowę tego, co w tym samym miejscu realnie. Nie inny gatunek, skąd, pierwszy! Uwiędła, kiedy zorientowała się ile kosztuje klinkier i że trzy słupki do ogrodzenia będą ją kosztowały sumę mocno czterocyfrową.
- I jeszcze poodbijane!
No tego to Matka nie przeżyła. Połowa cegieł kupowanych rzecz jasna na sztuki, jak to klinkier, odbita jak jasny gwint. Władowała w bagażnik, zawiozla, opierniczyła.
- No pani chyba żartuje, że są poza gatunkiem. Zaraz będą wymienione!
Sympatyczny pan magazynier bardzo się zdziwił.
- O, te 234 cegły to były pewnie do pani?
- Do mnie - odparła Matka - i z tego 200 było odbitych!
- Niemożliwe - pan podrapał się w łeb przez czapeczkę, potem bezpośrednio i znów przez czapeczkę. - No niech pani sama spojrzy, są oryginalnie zapakowane!
I zapuścił grabę w paletę, wyciągając jedną cegłę na chybił-trafił. Narożnika nie było.
- Ożesz ty! - Popatrzył zdumiony i wyciągnął kolejną. 
Odbita.
Pięć innych - to samo.
Matka zaraz się lepiej poczuła. Nie zwariowała i nie ma zwidów - jaka to doskonała wiadomość!
Wymieniła klinkierową dziurawkę i nabyła jedną cegłę pełną do furtki. 6 złotych polskich. Pasek platynowy zatopiony ma, czy co?
Tak więc na nudy narzekać nie można. Panowie rozwalają ile wlezie, problemy się piętrzą, a Matka płaci za kolejne big-bagi na gruz. Poszło już pięć. Cholera wie ile to kosztuje np. w stolicy, ale w Matki metropolii 123złote sztuka i Matka na to musi pracować miesiąc. Trudno. Za to ma w miarę czysto przed chałupą. Raniutko przyjeżdża samochód, szast-prast zabiera i jest spokój.
No i Matka doszła znów do lutowania. Bo puktualnie o 21.00 usłyszała ding-dong do drzwi.
No co, jak co, ale panów fachowców o tej porze w sobotę nie ma. Goście też nie przychodzą.
Drzwi trzasnęły raz, drugi, trzeci. Za każdym razem coraz mocniej>
Matka na schodach uslyszała tętent. MiaUżon tak nie wbiega, pogubił by swoje zoperowane i niezoperowane kolanka. Na strych wpadła Janeczka.
- Nie masz pojęcia, ale zwała!
Tak, tak, Potwór wszedł w okres, buntu, naporu, niepokoju społecznego i testowania na Matce "wejść i odzywów". Nie dziwota, że Matka nie ma ochoty na pisanie.
- Yhyyyy? - Wyraziła uprzejme zainteresowanie Matka znad palnika, bo lada chwila mógł jej wykipieć mosiądz, a tego to nie lubi.
- Straż miejska przyjechała i tata sie okropnie wkurzył!!!
A tu Matka przerwała lutowanie. Sprawa stała się nieco interesująca.
- A o co chodziło? - spytała ostrożnie.
Potwór wywrócił białkami.
- No tego to ja nie wiem!
Pięknie. Przyczyn wizyty strażników mogło być kilka : uprzejmi sąsiedzi mieli po tygodniu dość remontu. Eeee, niemożliwe. Matka codziennie zamiatała na czysto ulicę z piasku, auto stawiała na boku, panowie co ,jak co, ale zachowywali sie porządnie: nie klęli, nie pili i nie korzystali z toalety w lesie. Nawet żadnej muzyki nie puszczali sobie na cały, ani na żaden regulator.
- A może coś słyszałam o kartonach - zastanowił się Potwór.
A to Matka już wszystko wie. MiaUżon co jakiś czas robi niezłe prezenty wałęsającym się złomiarzom. Jedni są hałasujący, wywalający wszystko ze śmietników w poszukiwaniu puszek i pijący pod sklepem denaturat. Nic nie dostaną. Drudzy są porządni, po nich się nawet dzwoni.
MiaUżon zrobił to w dobroci serca, w końcu do zabrania było sześć metrów metalowego ogrodzenia!
- Ja ich jeszcze zapytam, czy nie chcą kartonów, bo na pewno w szkole nie będzie już zbiórki makulatury.
- Coś ty! - Machnęła ręką Matka. - Nie opłaca się chyba.
Ale MiaUżon zapytał.
- Jej, no jasne, że weźmiemy! Bo teraz w skupie dają w zamian papier toaletowy, to byśmy mieli, a mieli!
I MiaUżon drżącą ręką oddał skarby Potworka, który stara się bić wszelkie rekordy w znoszeniu do szkoły baterii, nakrętek, butelek i papierów. Co się przy tym nagrzebał w piwnicy to jego. Sobotnia pełnia szczęścia.
Panowie załadowali na wózek płot, narzucili posortowaną makulaturę, owinęli pasami i pojechali.
Matka zlazła ze strychu, MiaUżona nie było. Straż miejska zabrała go ze sobą. Matka wzięła pod uwagę dwie możliwości - albo złomiarz okazal się skończonym $#^%#%$#&, albo...
- Co, na kartonie był  twój adres? - spytała Miaużona, kiedy wrócił.
- Nie, twój, o ciebie pytali. - Burknął MiaUżon, któremu uciekło pół meczu finałowego.
Okazało się, że panowie złomiarze daleko nie dojechali. Gazety i owszem, wzięli, ale wielkie kartony po moskitirach i telewizorze, pięknie złożone, wetknęli za wielkie kosze do stłuczki szklanej i plastiku, stojące pół kilometra dalej. Trudno je nawet było zauważyć, ale sąsiedzi byli szybcy, adresik i telefonik, myk, myk. Matka podejrzewa, że było im za ciężko, i zostawili sobie schowane na następny dzień, ale na ich miejscu nie robiłaby tego koło punktu, z którego mógłaby zabrać to śmieciarka. Raczej zlomiarze sprawę olali.
MiaUżon wykonał do panów bardzo uprzejmy telefon mówiąc, że jak wszystko rano nie zniknie, to wyrwie im pewne rzeczy z jeszcze bardziej pewnego miejsca. Matka w swej wrodzonej delikatności nie powie co skąd.
No ale co dalej? Matka obawia się, że za chwilę kartony wylądują w pobliskim lesie, ale ma nadzieję, że złomiarze nie są kompletnie skończonymi idiotami.
Nigdy więcej takich uprzejmości. Można było to oddać Potworkowi na makulaturę, napalić w kominku w chłodniejszy dzień, albo oddać koledze z piecem, który żre wszystko.
A MiaUżonowi zachciało się być Matką Teresą.
W drodze do kościoła skręca się koło pojemników z odpadami. Jutro okaże się, co będziemy robić w niedzielę.
W razie czego zapraszamy na grilla na kartonach.
Straż miejska dołączy do imprezy, jak sąsiedzi zadzwonią, że trujemy środowisko. Jak z fasonem, to z fasonem!

sobota, 19 maja 2012, mattkapolka

Polecane wpisy

Komentarze
anonim002
2012/05/21 00:29:30
No mattko, jak dobrze, że wróciłaś, tyle milczenia...
-
2012/05/21 08:42:33
"Nie ma kąta prostego"... Skąd ja to znam... Jak pan fachowiec w puchatkowej chatce część ściany jednej wywalał, to zadał głupi pytanie z gatunku "Jak ma iść ta górna linia". A jak Puchatek ze zdziwioną miną odparł, że najlepiej równo, to pan zapytał cierpliwie: "Ale co to znaczy równo: ma być równolegle do podłogi, równolegle do sufitu, czy może poziomo?"
-
mattkapolka
2012/05/21 09:50:37
A bo t6o, anonimie, jak się nie pisze na bieżąco, to potem przestaje mieć sens. No i jak się zaniedba, to się pisać chyba zapomina :-/
Puchatku, owszem, staramy się dopasować do czegokolwiek - raz to jest płot sąsiada, drugi raz dach. Do okien nie możemy, bo mamy krzywo obsadzone jedno.
Kiedy panowie zakładali nam szafę przesuwną do małej sypialni to okazało się, że sufit na długości dwóch metrów obniża się o 7 centymetrów... To naprawdę trzeba się starać!
-
2012/05/23 20:48:09
Hej, no nie powiem, warto bylo zajrzec raz jeszcze, hehehe. Panowie fachowcy znani sa na calym swiecie wlasnie ze swojej "fachowosci" ;), jak sie nie pilnuje, to faktycznie moze byc wesolo. Zycze powodzenia w remontach i udanego grilla (pozdrowienia dla panów strazników). Jolanta
-
dofifi
2012/06/09 20:29:50
I bądź tu człowieku Matką Teresą...
-
2013/12/20 11:43:25
Dokładnie, niestety nie zawsze wszystkich da się zadowolić. Najgorsze jak dzieje się to szkodą dla Ciebie. Mam to aż za często, na szczęście w kwestii pożyczania pieniędzy - tak mnie zraniono - istnieje Verif.pl...
-
2016/07/20 09:21:07
Ciekawy tekst o big-bag. Fajnie się to czyta.