Blog > Komentarze do wpisu
Wymiana i zakupy

Matka spotkała kilka dni temu swój ulubiony lej niedoczasu. Był naokoło, więc Matka doszła do najsłuszniejszego ze słusznych wniosków, że już do niego wpadła i to całkiem niepostrzeżenie. Żadnego odgłosu, nic. Po cichutku.
Wessało ją z goniącymi dwoma terminami, I Komunią Maryśki (czy  możliwe, że to już?), klasówkami i wiedzą, że znów z czymś ważnym, obiecanym nie zdąży. I razem z proponowanym zwolnieniem z jednej pracy, co Matce nieprzytomnie komplikuje życie, bo nie bedzie miała połówki etatu, czyli nie będzie się jej nic liczyło do emerytury, przerwie staż na dyplomowanego i tak dalej. A dalej lepiej raczej nie będzie, bo reforma za rok, bo niż cały czas i każdy pod każdym dołki kopie.
Matka co prawda w takich momentach dochodzi do wniosku, że czasem jakas furtka się zamyka, żeby otworzyła się kolejna, ale póki co nastrój ma pod zedechłym psem.

- Pamiętasz, że w poniedziałek wyjeżdżam? - zapytał na to wszystko Potwór.
Matka pamiętała, ale pytanie zabrzmiało dziwnie znajomo.  Potwór wyjeżdża na kilkudniową wymianę międzynarodową i czegoś najwyraźniej nie ma.
- To znaczy, że trzeba mi kupić bluzę, sportowe buty, kostium kąpielowy, prezent dla Sofii, jej brata i rodziców.
Matka padła. Tylko brakowało do kompletu dżinsów. W ogóle to Matce się wydaje, że nic nie robi, tylko na okrągło słyszy, że MiaUżon musi wymienić buty do pracy, nie ma halówek na siatkówkę, dżinsów to już wcale, a następnie, że tego samego nie ma Potwór. 
-Przecież ojciec ci kupował bluzę przed wyjazdem na zimowisko - Przytomnie zareagowała Matka a jej szare komórki z nieskrywaną radością zatarły łapki.
- Ale ja kupiłam nie bluzę, ale sweter, a poza tym mam jeszcze dwie bluzy, jedna to polar, to się nie liczy i w ogóle. - Janeczka zastygła w oczekiwaniu na odpowiedź.
Ta przyszła szybko. Matka się nie da.
- To trzeba było brać bluzę zamiast swetra! - Zazgrzytała Matka, bo wyszło na to, że Potwór załatwił MiaUżona na cacuchny. Naciągnął i nie zaliczył zakupu.
- No to kostium kapielowy mi się wyciągnął! - zajęczała Janeczka.
- A po co ci kostium w marcu? - Matka miała już tak nastroszone pióra, jakby je przeleciała lakierem extra strong podsuszając jednocześnie suszarką.
- No przecież jedziemy do tropical Island pod Berlinem! Ty myślisz, że ja się będę wstydzić, bo mi się tu jakieś oczka rozciągnęły? - zamachała rękami Janeczka a Matka pomyślała, że ma strasznie ciężkie życie.
A potem sama obleciała wszelkie możliwe sklepy i poprzymierzała najobrzydliwsze, czarne sportowe buty, najlepiej z mazajami. Kupiwszy jedne, które latały jej na nogach do nieprzytomności przywiozła je do domu i zaprezentowałą Potworowi.
- Ale fajne! - Podskoczyła z radości Janeczka i natknęła sobie prawy but na ustopienie.
Mina jej lekko zrzedła.
- One się TROCHĘ rozciągną? - załypała z nadzieją.
Matka sie kiedyś wykończy.
- No nie mów mi, że te kajaki są za małe! - Załamała ręce.
- Yhyyyyy - Zastękała Janeczka i przez kolejne pół godziny chodziła doookoła stołu, żeby buty sie rozciągnęły. Nie chciały współpracować. Matka wpakowała je do bagażnika, żeby zwrócić do sklepu.
Poszukała następnych. Też sama.
- Nie przyjmujemy zwrotów proszę pani! - zastrzegł pan w markowym sklepie. Matka natychmiast pokochała pana. No niech to licho, musi przywieźć Potwora! Buty były czarne, miała tęczowe sznurówki, no i cena do przełknięcia.
Czy Matka musi pisać, że okazały się za małe?
- Córka, damskie buty kończą się zwykle na 41, mamy problem!
Janeczka spojrzała na Matkę oczami zranionego spaniela, bo wiedziała co teraz nastąpi.
- Jedyna nadzieja w sąsiednim sklepie na D z badziewiastymi butami, może trafimy na 42. Jak nie, to pozostaje ci asortyment męski.
Znalazły. Paskudne, czarne, z mazajami, ale pasujące. I nawet jeszcze 41 rozmiar!

A Matka przechodząc koło drogerii znalazła wreszcie mały odkurzaczyk do kuchni i różowy komplet: młotek, kombinerki, wkrętak z wymiennymi końcówkami i miarka, a wszystko w plastikowym pudełku i za 12,99. MiaUżon wpadł w dziki zachwyt i Matka tyle ten damski młotek widziała.

A dziś nic, tylko pierze i suszy, pierze i suszy wszystko, jak leci. A i tak sie okaże, że najpotrzebniejsze dżinsy, takie super, hiper na międzynarodową wymianę, Potwór zdejmie z upupienia kilka godzin  przed wyjazdem, a wtedy bez suszarki ani rusz. Dobrze, że ta nie protestuje, kiedy wrzuca się do niej jedną sztukę. Za to zupełnie nieoczekiwanie pięknie odsiewa do filtra wszystkie kocie kudły z ubrań, których mimo trzepania i czyszczenia szczotką pełno, choć nie widać. Ano kot linieje, bo tu przecież wiosna, panie sierżancie!

W związku z konkursem "telefonicznym" Matka prosi marqueza o dosłanie mailowo namiarów stacjonarnych (wygrywa 25% zniżki na telefon LG-P500) i magdę o to samo (wygrywa słuchawki bezprzewodowe). Gratulacje!

piątek, 25 marca 2011, mattkapolka

Polecane wpisy

Komentarze
2011/03/25 18:07:23
Droga Mattkopolko, pełna podziwu jestem dla Twych poszukiwań butów dla córy starszej, chociaż sama wciąż pamiętam jak za czasów ciut innych moja własna matka dostawała ciężkiej choroby nerwowej chcąc zakupić mi buty w tym samym rozmiarze, pocieszę Cię - mnie już więcej noga nie urosła. Do tej pory jednak mam ten sam problem, że wchodząc do sklepu z butami celem nabycia nowej pary od progu pytam czy mają damskie 41 bo wciąż jest to ewenement na skalę światową :)
Suszarkę chwalisz strasznie powiedz mi proszę jeśli możesz czy naprawdę tak dobrze zbiera kocią sierść? Posiadam ja niestety kota w dwóch sztukach, rodzaj żeński w tym jedno mocno długowłose i obie gubią sierść jak rok długi, a ja fortunę dziką wydaję na rolki klejące nadające się jedynie do wyrywania sobie włosów i zbierania kurzu z półek.
Od prawie 3 lat czytam Twojego bloga wciąż tak samo pełna zachwytu oraz oczekiwania na kolejne wieści :)
Pozdrawiam serdecznie
A.
-
mattkapolka
2011/03/25 19:24:56
Ashritt, kiedyś to kupienie 41 dla kobiety graniczyło z cudem, pamiętam koleżankę, której rodzice przywozili pantofle z wycieczek, np. do Tajlandii. Teraz już jest jako-tako, ale sęk w tym, że Janeczkowy wielki paluch najczęsciej w typowym 41 ma ciasno i 90% butów odpada w przedbiegach...
Co do suszarki - przypadkiem odkryłam tę włąściwość. Suszarki mają to do siebie, że wydmuchują z ubrań połamane różne włókienka i zbiera się tego dość sporo, nawet garść po każdym suszeniu. Jedni mówią, że to to, czym kurzymy po mieszkaniu, inni, że suszarki w ten sposób niszczą ubrania. Ha, pewnie coś za coś, ale jak komuś na czymś bardzo zależy to pierze w ręku i wiesza na sznurku z namaszczeniem :-)
Co do sierści - okazało się, że jest jej dużo w filtrze. Poza tym jak się trafiła jakaś na przykłąd na spodniach z polaru wywiniętych na lewą stronę rzecz jasna, to w najgorszym wypadku trzeba zdjąć kilka kuleczek po suszeniu. To już pewnie skutek prania. Reszta jest wydmuchnięta. Faktem jest, że Puśka ma sierść cieniuchną, niesamowicie delkiatną, jak wata. nie wiem jak w przypadku zwierzaków, których futerko "wbija" się w ubrania. Może choć na jednego kota by pomogło. No i one przecież mają różne rodzaje sierści.
A może są suszarki, któe mają program na odkłaczanie? Serio móię, bo pralki chyba takowe już robią I tak ciągle mam pokusę, żeby sprawdzić czy są specjalne koszyki dla kota - wkładasz do suszarki, wydmuchujesz z niego sierść i nie gubi... :-D
-
2011/04/04 01:32:54
Niemiecka rozmiarowka jest jakas wieksza, o czym bolesnie sie przekonuje wypadajac z niej dolem - ich 36 jest na mnie za duze, a 35 w asortymencie nie ma (36 tez nie zawsze). Za to 41 jest w standardzie, a 42 pojawia sie czesto gesto. Niech Ci Potwor jedzie na wymiane gdzies w czerwcu, to sie na przeceny zalapie.
I do tchibo tez w Waszym przypadku pewnie warto zagladac.
-
mattkapolka
2011/04/05 17:31:38
O, dzięki turzyco, zapomniałam o tchibo, a przecież newslettera dostaję. Może dlatego Deichmann okazał się większym 41 od polskich odpowiedników/
-
2011/04/10 19:11:46
No witaj! miejmy nadzieję, że nasza ulubiona pani minister zniknie szybciej, niż planuje, bo strach się bać. Szkoda by było stażu - może wyskrobiesz godziny gdzieś w gminie? Trzymam kciuki.
Hermiona